19th Ave New York, NY 95822, USA

Grid No Margins Full Width 100%

Twój biznes stoi w miejscu? Te pytania Ci pomogą

Trudno radzić każdemu, nie znając specyfiki branży, w której działa, ale są pewne uniwersalne elementy wspólne dla wszystkich biznesów i na tym w dzisiejszym wpisie chcemy się skupić. Jesteśmy pewni, że pytania, które regularnie sobie zadajemy, pomogą również Tobie i zamiast tracić czas – zwiększysz swoją skuteczność i zyskasz na tym więcej, niż myślisz.

Jakie jest wąskie gardło Twojego biznesu?

Pozornie wszystko działa jak należy, ale czasem warto wejść głębiej i przyjrzeć się bardziej wnikliwie wszystkim procesom, którymi zarządzasz. Wąskie gardło to punkt, który spowalnia działania, powoduje brak efektywności, ogranicza przepustowość, po prostu – wpływa negatywnie na wszystkie inne elementy w firmie. Zlokalizowanie go i naprawa pozwalają bez dodatkowych nakładów i reorganizacji całości działać lepiej, szybciej, po prostu sprawniej. Zastanów się, co może być wąskim gardłem Twojego biznesu i od niego zacznij wprowadzanie zmian.

Masz odpowiednie narzędzia?

 Robisz wszystko samodzielnie, czy powierzasz zadania innym ludziom? Zaufanie do zespołu oraz korzystanie z odpowiednich narzędzi (standardów, wzorów) jest kluczowe, by nie być jednoosobową orkiestrą i szybko wyczerpać swoje najlepsze zasoby. Zastanów się, z czego możesz skorzystać, aby działać sprawniej i zyskać więcej czasu na to, co naprawdę jest ważne. Jeśli nie znosisz odpisywać na maile, może warto powierzyć to komuś innemu, a samemu mieć czas na zajmowanie się tym, co najważniejsze w Twoim biznesie?

Co(ś) Cię rozprasza?

Czy wiesz, że każde przerwanie pracy w maksymalnym momencie skupienia wymaga od kilku do kilkunastu minut powrotu? Jeśli by dodać do siebie wszystkie rozpraszacze, które towarzyszą Ci w pracy, może się okazać, że na najbardziej efektywną działalność zostaje Ci niewiele czasu…Cal Newport, autor książki „Cyfrowy minimalizm” (Digital Minimalism: Choosing a Focused Life in a Noisy World) podpowiada, jak zachować higienę psychiczną i nie tracić czasu ani zdrowia na to, co zbędne i pochłaniające nas bez reszty. Jego zdaniem, nie ma nic złego w sprawdzeniu tego, co słychać w świecie, ale kompulsywne scrollowanie i zaglądanie do telefonu właściwie bez celu może nam zaszkodzić. Chcąc ograniczyć korzystanie z technologii, warto zastosować trick Cala i traktować np. telefon jak narzędzie (porównując go do młotka, który bierzemy do ręki, gdy chcemy wbić gwóźdź, ale nie chodzimy z nim po domu, nie trzymamy cały czas w ręku).

Planujesz, czy działasz spontanicznie?

To nie jest tak, że bez planu się nie da, ale jest trudniej, bardziej stresująco i mniej przewidywalnie. Biznes potrzebuje planowania, ustaleń, ram czasowych i świadomości, że to, co robimy, jest tym, co przybliża nas do celów. Aby uporządkować wszystko, co ważne w naszych działaniach, stworzyliśmy planer na 365 dni nadchodzącego roku, który będzie nam towarzyszył, pomagał mówić „sprawdzam”, inspirował do dbania o siebie i otoczenie, przypominał…Więcej przeczytasz tutaj: https://wolnosczdrowiepasja.pl/planer-2022/. Bez względu na to, czym się będziesz posługiwać, warto mieć ten nawyk, by planować, odhaczać, sprawdzać, modyfikować, wiedzieć całą ścieżkę, bo pamięć jest ulotna, a to, co zapisane – stanowi punkt odniesienia dla następnych działań.

Pracujesz z właściwymi ludźmi?

Zasoby ludzkie to najważniejsze ogniwo w biznesie, dlatego warto poświęcić więcej czasu i uwagi na znalezienie i wyszkolenie tych, z którymi praca będzie czymś więcej, niż realizowaniem zadań i odnoszeniem sukcesów. Chemia w zespole to taki czynnik, który sprawia, że nagle 1+1 = 3 i ten, kto potrafi pracować z ludźmi wie dokładnie o czym piszemy. Szukaj ludzi, dla których czynnik finansowy nie jest jedynym motywatorem pracy u Ciebie, ludzi, których „dlaczego” jest podobne do Twojego.

Dbasz o relacje?

Relacje w biznesie to fraza tak często powtarzana, że trudno czasem o bardziej utarte sformułowanie. I o ile większość przedsiębiorców wie, jak utrzymywać relacje z kontrahentami i innymi podmiotami, o tyle budowanie dobrych relacji z klientami może stanowić wyzwanie. Relacja wynika też z komunikacji, do której niewielu przykłada wagę…Pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz, warto więc zadbać, aby w kontakcie z Tobą klient wiedział, że w końcu znalazł rozwiązanie swoich problemów i to w najlepszy możliwy sposób – znalazł Ciebie. Jeśli sam się tym nie zajmujesz, zleć to zadanie profesjonalistom, a na pewno będzie to dobra inwestycja.

Dbasz o siebie?

Potrafisz zrobić sobie przerwę, wszystko wyłączyć i znaleźć czas na analizę, przemyślenie wszystkich kroków, wyciągnięcie wniosków? To też jest praca, ale na zupełnie innym polu. To właśnie wtedy, gdy nie jesteśmy przeciążeni, a zdystansowani do tego, co robimy, przychodzą nam do głowy nowe rozwiązania, pomysły i odkrywamy nowe drogi. Dla nas trzydniowy weekend jest właśnie taką przerwą, która pozwala nam pracować mądrzej i spojrzeć z boku na to, co robimy. Raport Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości z 2020 pokazał, że aż 37% przedsiębiorców deklaruje pracę po godzinach. Tym bardziej temat ten jest szczególnie ważny dla naszego dobrostanu.

Czasem dobrze postawione pytanie w odpowiednim momencie może okazać się kluczowe dla wprowadzenia zmian. Mamy nadzieję, że te powyższe stawiane raz na jakiś czas będą pomocne w Twoich działaniach. Wyślij ten post bliskim, którzy chcą się rozwijać, ale napotykają różne przeszkody na swojej biznesowej drodze.

Dlaczego czasem 4 to więcej, niż 5?

Islandia wprowadziła na próbę 4-dniowy tydzień pracy na grupie 2,5 tysiąca pracowników ze 100 różnych miejsc pracy. Grupa badawcza stanowiła 1% wszystkich Islandczyków w wieku roboczym. Należy dodać, że pracownicy zachowali pełny wymiar płac, a korzyści odnotowano na kilku obszarach. Badania przeprowadzono dwukrotnie, w 2014 – 2019 oraz 2017 – 2019 roku.

Nam specjalnie nie trzeba rekomendować takiego systemu pracy, bo od lat na własnym przykładzie pracując 4 dni w tygodniu widzimy ogromną różnicę w funkcjonowaniu, wydajności i zdrowiu. Trzydniowy weekend to nie tylko szansa na fizyczną aktywność, wyjazd i kilkanaście miniurlopów w ciągu roku, ale również odpoczynek psychiczny i prawdziwa regeneracja dla naszego umysłu.

Mniej dni pracy nie oznacza mniej pracy

Z matematycznego punktu widzenia, wydawać by się mogło, że krócej pracujemy – mniej zarabiamy i liczby nie kłamią. Jednak jeśli chodzi o człowieka, a nie o statystyki, sytuacja jest zależna od wielu czynników, takich jak: motywacja, zaangażowanie, chęć do pracy, czy możliwości logistyczne (godzenie pracy i opieki nad dziećmi). Wyniki badań przeprowadzonych w Islandii pokazały, że u pracujących 4 dni w tygodniu nie tylko nie spadła wydajność, ale co ciekawe – wykonywali oni zadania przeznaczone na 5 dni, a w niektórych przypadkach nawet więcej! Wymagało to oczywiście reorganizacji całej pracy, zmian w harmonogramach i spotkaniach. Pracownicy więcej czasu poświęcali na pracę wiedząc, że czeka ich dłuższy odpoczynek. Tym, czego nie da się pokazać za pomocą liczb, a co jest szczególnie istotne to fakt, że pracownicy odnotowali wzrost dobrego samopoczucia, większą swobodę oraz mniej stresu związanego z długim tygodniem pracy. Ponadto, odczuwali większą satysfakcję i ogólne zadowolenie z pracy. 4-dniowy tydzień może więc okazać się skutecznym rozwiązaniem również w zapobieganiu wypalenia zawodowego oraz stresu towarzyszącego pracy na co dzień.

Przymiarki do 4-dniowego ty ognia pracy

Eksperyment przeprowadzony w Islandii jest inspiracją dla zbliżonych działań w innych państwach. Tą drogą w maju tego roku poszła Hiszpania przeznaczając 50 mln euro na finansowanie trzyletniego pilotażowego programu mającego na celu skrócenie czasu pracy w blisko 200 małych i średnich firmach. Tydzień pracy ma wynosić 32 godziny. Na wyniki trzeba poczekać. Podobne eksperymenty przeprowadzono już w Nowej Zelandii, Szwecji i w Japonii.

Perspektywa samych pracowników w liczbach wygląda następująco: w 2020 roku przeciętny Amerykanin spędził w pracy ponad 1700 godzin, Europejczyk przeszło 1500, najmniej Niemiec – nieco ponad 1300. Co interesujące, w 2019 przeprowadzono badania ankietowe The Workforce View in Europe 2019 wśród 10 tys. zatrudnionych Francuzów, Niemców, Polaków, Holendrów, Szwajcarów, Włochów i Brytyjczyków. Raport dotyczył aktualnej pracy oraz oczekiwań. Najbardziej zainteresowani krótszym tygodniem pracy są Hiszpanie, a najbardziej sceptyczni są Polacy. Blisko 60% wszystkich ankietowanych chciałoby pracować 4 dni w tygodniu.

Rodzime podwórko

W Polsce oficjalnie nie zapowiada się, aby wprowadzono systemowy pilotaż 4-dniowego tygodnia pracy, ale coraz więcej firm decyduje się na taki krok we własnym zakresie. My również do nich należymy i możemy z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że to najlepsza decyzja biznesowa, jaką podjęliśmy dla swojego zdrowia i efektywności. Wiele firm z sektora IT postanowiło przeznaczyć piątek albo na dzień wolny albo na dzień szkoleniowy, edukacyjny, rozwoju osobistego, albo skrócić czas pracy do 6 godzin dziennie (m.in. Nozbe – „Piąteczek”; Agencja Kava – „30-godzinny tydzień pracy”; Senuto „Wolny piątek i aplikacja do rozmów z terapeutami”; The Cogworks – „Freedom Friday” – dwa dni z rzędu raz na 2 tygodnie przeznaczone na mniej angażujące zadania; Polski oddział Tradedoubler – „6 godzin pracy dziennie, spotkania do 30 minut, dostępność pracownika w godz. 10-14”; Serwis Toyoty „6-godzinny dzień pracy”.

Profity 4-dniowego tygodnia pracy

Firmy, które zdecydowały się na zmianę, poczyniły obserwacje i badania na własny użytek. Po miesiącach odnotowały:

  • więcej realizowanych projektów
  • większe przychody (nawet o 30%)
  • podniesienie wynagrodzeń o 10%
  • brak nadgodzin
  • większe zaangażowanie pracowników
  • bardziej wypoczętych i chętnych do działania pracowników
  • ogólna poprawa jakości życia na co dzień[1].

Zdajemy sobie sprawę z tego, że nie w każdej branży i nie w każdym przypadku da się z korzyścią wprowadzić 4-dniowy tydzień pracy, ale takie rozwiązanie jest w zasięgu wielu polskich firm. Naszym celem jest inspirowanie do zmiany, pozytywnej zmiany przedsiębiorców, a więc osób samodzielnych, ceniących sobie wolność. Nie wyobrażamy sobie dziś nie mieć 3-dniowego weekendu. Bez względu na to, czy spędzamy go aktywnie, wyjeżdżamy, czy ładujemy baterie na świeżym powietrzu w mieście, wiemy jedno – wracamy zawsze pełni energii i pozytywnie naładowani do pracy. Jeśli choć jedna osoba zainspiruje się i zmieni swój system pracy, będzie to dla nas bardzo motywujące. Chcemy dzielić się tym, co sprawdziło się u nas i pomogło lepiej pracować i lepiej odpoczywać.

Nasza cegiełka

Nasz planer może pomóc wprowadzić 4-dniowy tydzień pracy i z powodzeniem się go trzymać. Mamy tę wolność, że polecamy tylko to, co sami praktykujemy. Ludzie wciąż mylnie rozumieją 4 dni pracy i wydaje im się, że skoro pracują mniej dni, to wykonują mniej pracy, a przy dobrej organizacji i jasno wyznaczonych zadaniach mogą w 4 dni wykonać pracę z 5 dni i nie odczuwać przy tym takiego zmęczenia i wypalenia w dłuższej perspektywie, dlatego dla nas w tym przypadku 4 znaczy więcej, niż 5.

Przedsprzedaż planera rusza już 15 września!

[1] Wybrane wyniki z firm: Toyota, Tradedoubler, Agencja Kava

Jakość pamięta się dłużej, niż cenę

Od kilku miesięcy mówimy o planerze, a od ponad roku zajmuje on ważne miejsce w naszych głowach i sercach. Ponieważ pytacie nas o szczegóły i cały proces pracy nad nim, postanowiliśmy opowiedzieć co nieco w wywiadzie – naszej ulubionej formie. Zebraliśmy najciekawsze pytania i z wielką radością na nie odpowiadamy!

 

Skąd ten pomysł?

Pomysł chodził nam po głowie już od dawna, ale nie było za bardzo z kim go zrealizować, nie wiedzieliśmy jaki to koszt, ile trzeba zaangażowania i osób, by powstało coś, z czego będziemy dumni. Zaczęliśmy pisać bloga, czytelników przybywało, dzieliliśmy się czymś, co u nas się sprawdzało, zależało nam na zbudowaniu społeczności podobnych nam – zakręconych na punkcie zdrowia, pracujących na swoim, ale szanujących swój czas. Chcieliśmy być tym głosem pozytywnych zmian w życiu przedsiębiorców, którzy chcą być jeszcze bardziej świadomi, jeszcze bliżej siebie i jeszcze lepiej zorganizowani. Tych, którzy pracują wcale niemało, ale poza pracą chcą mieć życie, korzystać z niego i zwyczajnie się nim cieszyć. Planer to przelanie na papier naszej filozofii, to podręczny asystent na 365 dni w roku.

Dlaczego tak akcentujemy 4-dniowy tydzień pracy, że poświęciliśmy mu planer?

To nie jest tak, że pewnego dnia obudziliśmy się i uznaliśmy, że 4-dniowy tydzień pracy jest najlepszy i od teraz rzucamy wszystko i w każdy piątek migamy się od pracy 😉 To dojrzewało w nas prze lata intensywnej pracy i bycia dostępnym dla innych przez całe długie tygodnie. Marzyliśmy o tym, by móc pracować efektywnie, a niekoniecznie przez 5 dni, czy nawet dłużej w narzuconych nam godzinach. Pierwsze wolne piątki były jak ucieczki z lekcji w dzień wiosny – zakochaliśmy się w tym i z czasem okryliśmy, że lepiej nam się pracuje (nawet więcej) przez 4 dni, gdy wiemy że najbliższe 3 dni będą czasem z rodziną i przyjaciółmi. Dziś wolny piątek jest dla nas tak naturalny, że nie wyobrażamy sobie z niego rezygnować. Wiadomo, czasami zmieniamy plany, ale to nasza decyzja. Planer ma pomóc innym, ale i nam przypominać o tym, co nam najbardziej służy.

Dlaczego tyle to trwa?

Sami chcielibyśmy wiedzieć 😉 a tak poważnie to dlatego, że wyprodukowanie planera to złożony proces, który zależy od wielu osób i czynników często zewnętrznych, na które nie mamy wpływu. W tej chwili mamy trzeciego grafika, który jest z nami od końca ubiegłego roku i mamy nadzieję, że zostanie w teamie, ale dogranie zespołu kreatywnych ludzi to nie lada wyzwanie w czasach, gdy każdy robi coś swojego. O ile na czas pracy koncepcyjnej zespołu byliśmy przygotowani, bo określił on ramy czasowe, o tyle rozmowy z drukarnią, niuanse druku, zasady i zależności wynikające z ilości egzemplarzy, czy formy składu są bardzo nieprzewidywalne na etapie tworzenia produktu w programie. Znalezienie dobrej, a nie jakiejkolwiek drukarni trwało ostatnie 3 miesiące… W tej chwili produkt jest gotowy do druku i wycena wstępna właśnie jest aktualizowana do ostatecznej po dodaniu finalnych elementów jak spirala, rotacja stron, okładka, wybór papieru.

15 września ogłaszamy przedsprzedaż na 100 sztuk, która potrwa równo miesiąc i wszystko będziemy już wiedzieć 🙂 

 Co nas najbardziej zaskoczyło?

Nieprzewidywalność tradycyjnego produktu i wejścia z nim na rynek. Od początku nie chcieliśmy iść w produkt masowy, chcemy go dystrybuować sami, własnymi środkami, ale gdybyśmy mieli pytać rynek, zamawiać analizy, to wszystko trwałoby jeszcze dłużej i wcale nie byłoby więcej pewności. Nikt nie daje gwarancji, a my nie chcemy agresywnej sprzedaży. Nie jesteśmy w stanie bardziej dokładać do tego przedsięwzięcia, bo całościowy koszt jest naprawdę duży, dlatego cena dotyczy druku, a nie konceptu. Chcemy zarobić, by móc wydrukować planer w limitowanej edycji, by móc obsłużyć tych 100 klientów i zebrać od nich opinie. Gdyby planer miał kosztować tyle, ile jest wart, to poza ceną jest cała obsługa, praca kreatywna copywriterek oraz grafików. To nie gotowy szablon, nie maszyna a ludzka głowa i ręce stworzyły ten produkt.

 Dlaczego to nie jest produkt masowy?

Po pierwsze dlatego, że nie jesteśmy marką dla mas i to by się kłóciło z naszą filozofią, a po drugie – bo nie wyobrażamy sobie nie mieć kontroli nad tym, co się dzieje z naszym produktem. Treści, którymi się dzielimy nie są dla wszystkich. Nie są nawet dla wszystkich przedsiębiorców, dlatego liczymy się z tym, że chętni to wąska grupa odbiorców, ale za to bezcennych!

 Z czego wynika cena?

Cena 280 zł to koszt druku cyfrowego w niewielkim nakładzie ponad 500 stron kolorowych stron wraz ze sztywną okładką i łączeniem na złotej spirali. Nie korzystamy z pierwszej lepszej drukarni, ale z dobrej, dlatego też mamy pełne zaufanie co do jakości. Jakość kosztuje, ale wyznajemy zasadę, że pamięta się ją dłużej, niż cenę. Nie wyobrażamy sobie sytuacji, że wydajemy produkt, który nie jest porządnie wykonany. Wolimy go nie sprzedać, niż sprzedać po kosztach, żeby tylko było, bo jak mówiliśmy – to nie jest przedsięwzięcie nastawione na zysk, ale na chęć posiadania czegoś, co pozwala nam się komunikować i dawać innym wartość.

Co nas bardziej absorbowało – praca nad projektem, czy ustalenia z drukarnią (techniczne)?

Praca nad projektem absorbuje w sposób naturalny – ustalamy dokładnie jaka praca musi zostać wykonana i w jakim czasie, i wykonujemy punkt po punkcie. Ustalenia techniczne są skomplikowane, ponieważ wiele kwestii musi zostać uwzględnionych już na etapie koncepcyjnym. Nie jest tak, że każda drukarnia powie nam to samo, a jedynie poda inną cenę… W zależności od tego z jaką drukarnią (dysponującą jakim sprzętem i możliwościami) rozmawiamy, takie dostajemy opcje. Wpasowanie się w to i wymiana maili, ustaleń, fakt, że drobna miana wpływa na całe „rusztowanie”, było i jest dla nas czymś bardzo absorbującym, ale też nowym, ciekawym doświadczeniem.

Kim jest użytkownik planera?

To osoba, która chce czegoś więcej dla siebie na co dzień, choćby to była drobna zmiana ale poprawiająca jej funkcjonowanie na lepsze. To osoba, która stawia sobie cele i prędzej, czy później je realizuje (albo zmienia datę realizacji ale nie cel). To w końcu osoba, która chce mieć balans, więcej czasu dla siebie i bliskich. Osoba, która używa kalendarza lub telefonu, ale nie znalazła jeszcze podręcznego planera, który mógłby jej asystować i ułatwiać życie.

Zrobilibyśmy to jeszcze raz?

Na pewno tak i mamy nadzieję, że to nie ostatnia nasza realizacja. Pierwszy planer to duża niewiadoma w wielu aspektach, liczymy na informacje zwrotne i uwagi od użytkowników, by móc wydać kolejny – jeszcze lepszy i jeszcze bardziej dopasowany do potrzeb odbiorców!

Dziękujemy!

Filozofia WZP, czyli co jest dla nas ważne i dlaczego?

Znamy się już trochę czasu, ale każdego miesiąca odnotowujemy nowe wyświetlenia naszej strony, bloga i profili w mediach społecznościowych, dlatego postanowiliśmy przybliżyć Wam, o co tak naprawdę nam chodzi, po co tworzymy to miejsce i w co wierzymy. Dziś zapraszamy Was do środka naszego świata, którym chcemy się dzielić zarówno w teorii, jak i w działaniu biznesowym.

Silna rodzina
Zawsze powtarzamy, jak ważne jest otoczenie, w którym działamy. Nasze rodziny to najbliższe środowisko i nie ma takiego zawodowego wyzwania, które mogłoby przysłonić tę relację. Jeśli organizujemy spotkania, wyjazdy, to stwarzamy takie warunki i wybieramy takie warianty, które będą korzystne zarówno dla nas, jak i naszych bliskich.

Zdrowie jako cel działań
Nie bylibyśmy tak wypoczęci, gotowi do działania każdego dnia, tak pozytywnie nastawieni do innych, gdyby nie nasze zakręcenie na punkcie zdrowia i dbanie o nie w każdym aspekcie. Zdrowy sen, regeneracja, świadomy oddech, aktywność fizyczna, nieprzetworzone jedzenie, higiena psychiczna to najważniejsze filary naszego zdrowego życia. Młodsi nie będziemy, dlatego najlepszą inwestycją w długowieczność, która nas fascynuje od dawna, jest życie w sprawności i dobrej kondycji ciała i umysłu.

Jakość Premium
Nie znajdziecie wielu gadżetów z naszym logo, bo przetestowaliśmy sporo wariantów, ale prawie żadne nie spełniły naszych oczekiwań. Nie chcemy sygnować swoją marką czegoś, co będzie służyć tylko przez chwilę, dlatego starannie wybieramy marki, którym zaufamy. Na własnej skórze przekonaliśmy się, jak trudno jest dziś zrobić produkt wysokiej jakości – bez masowego charakteru i szukania oszczędności. Nasz planer to ponad rok naszej pracy i prawdziwa lekcja dla bezkompromisowego podejścia do jakości.

Biznes fair
Choć nie jesteśmy niewolnikami terminów, to gdy umawiamy się z kimś, zawsze wiązujemy się z danego słowa. Wszystkie płatności regulujemy na czas i traktujemy innych tak, jak sami zawsze chcieliśmy być traktowani. Nie ważne, czy negocjujemy coś większego, czy ustalamy proste zlecenie z podwykonawcą – zawsze podchodzimy do drugiej strony z szacunkiem i uznaniem.

Mniej klientów lepiej obsłużonych
Tak właśnie rozumiemy przedsiębiorczość – wiele razy spotkaliśmy się z obiecującymi firmami, które nie były w stanie obsłużyć wszystkich klientów tak, jakby tego chciały obie strony. Coraz częściej obserwujemy, że brakuje czasu na klienta, a to właśnie poświęcenie mu czasu jest wyrazem szacunku i poważnego tratowania w biznsie. Tego chcemy uczyć innych, bo sami współpracujemy z zespołami, które tak jak my wyznają zasadę „win win” i wychodzą poza odgórnie narzucony standard.

Zaufanie do specjalistów
Nie wyobrażamy sobie wszystkiego robić sami, mamy pełne zaufanie do osób, z którymi współpracujemy. Kontrolowanie i bycie mądrzejszym zostawiamy innym, aby mieć wolną głowę na kolejne pomysły i spokój, o który w biznesie tak trudno. Tego bloga prowadzimy bez nastawienia zarobkowego, dzielimy się po prostu tym, co się u nas sprawdza i inspirujemy do pozytywnych zmian, których sami dokonaliśmy, by żyło się nam lepiej.

Tylko to, co nam służy
Jeśli jakaś relacja, współpraca, działalność nam nie służy – nie brniemy w nią. Staramy się nie pochodzić emocjonalnie do biznesu, bo łatwo się zatracić i w dążeniu do czegoś za wszelką cenę i zgubić z oczu to, co jest naprawdę ważne. Czasem wolimy odpuścić coś, co ni daje nam radości, niż robić to tylko dlatego, że tak postanowiliśmy. Wyznajemy zasadę, że lepiej zmienić termin realizacji, niż nie cel i jeśli nie dziś i nie z tymi ludźmi, to za kilka miesięcy z innymi uda się nam coś osiągnąć i zyskać podwójnie!

Dziękujemy, że jesteście z nami, że nas czytacie, że tu zaglądacie i pytacie o nasz autorski produkt. To dla nas cenne, że jest garstka, ale niezwykle cenna garstka osób, które są nam bliskie i którym możemy dać cząstkę siebie.

Poznaj bliżej wysoko wrażliwe dzieci i dowiedz się, jak możesz je wspierać na co dzień

Twoje dziecko niechętnie próbuje nowych rzeczy? Nie biegnie jak szalone na spotkanie z rówieśnikami? Wyczuwa subtelne różnice w potrawach, otoczeniu? Masz wrażenie, że jest dojrzalsze od kolegów, ale ono najchętniej spędzałoby czas w domu? Być może ma pewną wyjątkową cechę, która z jednej strony stanowi wyzwanie na każdym etapie rozwoju, a z drugiej daje wiele zasobów, których nie mają inni.

Osoby wysoko wrażliwe (wwd) są w społeczeństwie od zawsze, jednak nie od zawsze o nich wiemy. Często wśród tych, którzy nie znają pojęcia wysoka wrażliwość, dzieci, które mają tę cechę, postrzegane są jako kapryśne, wstydliwe, nieśmiałe. Niestety, wysoka wrażliwość nawet wśród pedagogów i osób pracujących z dziećmi sprowadzana jest do „nadwrażliwości”, pewnej inności, która wynika z określonego stylu wychowania, a prawda jest taka, że to cecha wrodzona. I o ile na samą cechę nie mamy wpływu, o tyle na jakość funkcjonowania dziecka wysoko wrażliwego – jak najbardziej. Dziś mówi się, że osoby wysoko wrażliwe stanowią 15-20%[1] społeczeństwa i tym, co przeświadcza o tym, czy cecha ta rozkwitnie, czy będzie przeszkodą jest otoczenie, w którym dziecko wzrasta. W WZP bardzo dużo uwagi poświęcamy mówieniu o tym, jak ważne dla każdego z nas jest odpowiednie środowisko, a trzeba wiedzieć, że dla dzieci wysoko wrażliwych – szczególnie.

 Kim są dzieci wysoko wrażliwe?

Choć to grupa niejednorodna i można wskazać wiele różnic indywidualnych, osoby wysoko wrażliwe mają ze sobą wiele wspólnego. Większość rodziców, którzy odkrywają, że do tej grupy należy ich dziecko, pierwsze co odczuwają to ulga i porównują to do światła w tunelu.

Oto wszelkie dobre rady, jak: „rozpieszczasz”, „dziecko tobą rządzi”, „jesteś nadopiekuńczy/a”, „za dużo pozwalasz”, „twoje dziecko nie poradzi sobie w życiu” w tym przypadku jedyne co mogą, to wywołać poczucie winy, bo ich reakcje wynikają z przyczyn obiektywnych.

Dzieci wysoko wrażliwe są bardzo czułe na warunki i otoczenie – męczą się w zatłoczonej sali lekcyjnej, nie lubią hałaśliwych dzieci, nie są „tak otwarte i towarzyskie” jak rówieśnicy, są niechętne w stosunku do obcych, dostrzegają mnóstwo niuansów, które mogą stanowić przeszkodę do różnych aktywności. Ich układ nerwowy głębiej odczuwa i intensywniej przetwarza bodźce.

Co cechuje wysoko wrażliwe dzieci?

Badająca wysoką wrażliwość Elaine Aron[2] wyróżniła 4 elementy wysokiej wrażliwości, stanowiące dla rodziców punkty wyjścia do rozstrzygnięcia, czy ich dziecko jest wysoko wrażliwe:

Głębokie przetwarzanie

To dostrzeganie więcej i odczuwanie bardziej, niż inni zarówno w ciele jak i w umyśle oraz analizowanie pozornie nieistotnych faktów.

Reaktywność emocjonalna i empatia

To silne reakcje emocjonalne na fakty i zjawiska, które obiektywnie u innych nie wywołują takich stanów oraz duża empatia zwłaszcza na istoty bezbronne, bezradne, cierpiące.

Podatność na przestymulowanie

To podatność na hałas, tłum, metkę, fakturę jedzenia, teksturę ubrania, materiał, nowe sytuacje i reagowanie w sposób „nieadekwatny”, wręcz przesadny do sytuacji.

Wyczulenie na subtelne bodźce

Wyczuwają u innych brak autentyczności, irytację, udawanie, strach i stres, zmiany głosu oraz wszelkie niewerbalne poziomy komunikacji, zmiany jednego składnika w potrawie (która przez to zostaje odrzucona).

Na co dzień spotykamy się z ludźmi pracującymi z dziećmi, którzy często nie mają czasu albo zasobów, by poznać dzieci, wśród których są te wysoko wrażliwe, a to właśnie poznanie problemu i świadomość są kluczowe w pracy z wwd. Zrażone wysoko wrażliwe dziecko nie będzie chciało uczestniczyć nawet w obiektywnie najlepszej dla niego aktywności, dlatego podeślij ten tekst osobie, która pracuje z takim dzieckiem lub znajduje się w jego najbliższym otoczeniu.

Często to właśnie w najbliższym otoczeniu (dziadkowie, ciocie, wujkowie, inni rodzice) trudno o zrozumienie pięknej odmienności dziecka. Pięknej, bo naturalnej, wrodzonej, niebędącej zaburzeniem, a cechą, która w dobrych warunkach pozwala dziecku rozkwitać i daje możliwość rozwoju talentów jeszcze lepiej, niż rówieśnikom. Dobre warunki to właśnie uważność na dziecko, niegeneralizowanie, nieporównywanie, słuchanie go i zaufanie do niego.

Jak wspierać wysoko wrażliwe dzieci?

Być uważnym

Nie zakładać z góry i wiedzieć lepiej, a pytać i proponować oraz obserwować jego zachowania (często powtarzalne), odrzucać z góry propozycje, które wywołują dyskomfort, a jeśli są nieuniknione – towarzyszyć dziecku.

Nie namawiać i czasem odpuścić

To, co jest ciekawe dla nas, nie musi ciekawić dziecka. Czasem danie mu wyboru i „zostawienie” jakiegoś tematu może sprawić, że dziecko samo się nim zainteresuje. Dla wielu dzieci zjeżdżalnie, wesołe miasteczka, domu strachów to frajda, ale dla niektórych wysoko wrażliwych to prawdziwa udręka. Nie warto namawiać i przekonywać na siłę, bo w przypadku wwd pojawia się odwrotny do zamierzonego efekt (wycofanie, zepsuty humor, poczucie bycia gorszym).

Słuchać

Wydaje się, że to oczywiste, ale często przyjmujemy postawę „wiem lepiej”. Często to zniechęca dziecko do wpuszczenia dorosłych do jego świata. W wielu sytuacjach najwłaściwsze jest po prostu słuchanie tego, co do nas mówi i niedeprecjonowanie.

Być tuż obok

Każdemu rodzicowi zależy na tym, aby jego dziecko było samodzielne, również wysoko wrażliwe dzieci nie potrzebują adwokatów, jednak nie mają często zasobów, by odmówić i robią coś wbrew sobie, by uszczęśliwić innych. Warto być obok dziecka i zabrać głos, gdy ono samo jeszcze nie jest na to gotowe.

Akceptować i nie porównywać

To trudne, gdy owa „inność” jest trudna, stanowi wyzwanie w często drobnych, codziennych sytuacjach. Łatwo wówczas o irytację i porównywać do innych, bo szukanie różnic z innymi i tego, co nas dzieli często nie kończy się dobrze.

Nie etykietować

Nawet jeśli mamy stuprocentową pewność, że wychowujemy wysoko wrażliwego człowieka, to nie zapominajmy, że to przede wszystkim „radosna dziewczynka” lub „kochający muzykę chłopiec” i nie wszystko trzeba postrzegać przez pryzmat wysokiej wrażliwości i nią tłumaczyć zachowania dziecka. Wiele zachowań ma związek z etapem rozwoju, a wrzucanie wszystkiego do jednego zestawu cech nie zostawia nam pola do spontanicznego poznania drugiego człowieka, który nieraz nas jeszcze zaskoczy (nie znosi naleśników, ale zjadł u cioci cały talerz, nie lubi hałasu, a ciągnie nas za rękaw na widok diabelskiego młyna).

Zależnie od perspektywy i podejścia do poznania i wychowania dziecka, wysoką wrażliwość można postrzegać jako pewną trudność, ale również wyjątkowość dziecka – gdy ma ono wsparcie i przestrzeń do rozwoju, cechy charakterystyczne dla wwd pozwalają mu rozkwitać ponadprzeciętnie na tle społeczeństwa. Wartym rozważenia jest pomysł wprowadzenia edukacji domowej (pisaliśmy o niej tu: Wrzesień najbardziej stresującym miesiącem dla rodziców – nie musi tak być! – Wolność Zdrowie Pasja (wolnosczdrowiepasja.pl) w której duży nacisk kładzie się na indywidualizm dziecka i dostosowywanie do niego metod pracy oraz edukowanie się w tym temacie, aby zadbać o najlepsze dla niego warunki rozwoju. O wysoko wrażliwych osobach mówi się także orchidee[3] (a o reszcie „mlecze”) i to chyba jedno z najpiękniejszych porównań, jakie słyszeliśmy.

[1] Aron Elaine N., Wysoko wrażliwe dziecko, GWP, Gdańsk 2017.

[2] Tamże

[3] Boyce Tom, Dziecko orchidea czy mlecz. Jak wspierać wrażliwe dzieci, Warszawa 2008.

Mniej znaczy więcej

Nie znajdziesz go w Internecie, ale w skałkach wiadomo, kim jest Wojtek. Skromny, konsekwentny i zapalony na punkcie wspinania. Właśnie minęło 20 lat, od kiedy postawił swoje pierwsze kroki na pionowej ścianie, ale to właśnie dziś ma więcej siły i chęci, niż kiedykolwiek!

Jesteś rozpoznawalny w środowisku wspinaczy, a nie widać Cię na żadnych stronach, nie działasz w mediach społecznościowych. Pieniądze lubią ciszę, ale sport?

Myślę, że to zależy od podejścia. Wspinanie to sport z wieloma poddyscyplinami. Bo wspinaniem nazwiemy zarówno kilkudziesiecioosobową wyprawę w Himalajach, która zajmuje kilka miesięcy, jak i sprint na sztucznej ścianie, który trwa kilka sekund. Jeżeli ktoś chce ze swojego hobby/sportu uczynić źródło przychodu, to na pewno musi to w jakiś sposób „sprzedać”. Na zaczynających się za chwilę Igrzyskach Olimpijskich wspinanie zadebiutuje. Zawodowi sportowcy, którzy startują na zawodach rangi mistrzowskiej, muszą zadbać o swój PR. Dzięki temu łatwiej pozyskają partnerów, którzy odciążą ich w zobowiązaniach finansowych.

Dla mnie wspinanie to cel sam w sobie, nie potrzebuję rozgłosu, bo robię to dla siebie i sam, czy z innymi dalej bym to robił.

 Trenujesz od ponad 20 lat, ale Twoja świadomość w zakresie żywienia i treningu przyszła z czasem? Dziś jesteś starszy, ale masz więcej siły, niż gdy byłeś młodszy. Wiek to nie wszystko?

Zaczynając od końca: Tak, wiek to nie wszystko. Przynajmniej mam taka nadzieję 🙂

Tak na poważnie, to przez długi czas trening traktowałem na zasadzie „Im dłużej i ciężej, tym lepiej”. Potrafiłem trenować po kilka godzin, niestety nieefektywnie. Gdy pojawiło się drugie dziecko, musiałem zdecydowanie zmienić podejście do treningu i odkryłem, że o dziwo w tym zakresie „mniej znaczy więcej”. Do tego pojawiła się jeszcze tzw. siła ojca 😉

W kwestii jedzenia, zacząłem dostrzegać, że to co jem, wpływa na moje wyniki, więc z większą uwagą przyglądałem się temu, co pojawia się na talerzu. Duża w tym rola również mojej żony, bo to ona w naszym domu głównie odpowiada za posiłki. O ile w drodze powrotnej ze skał pozwalam sobie na coś „spoza listy”, o tyle przed wyjazdem i w trakcie przygotowań bardzo się pilnuję i widzę ogromną różnicę w funkcjonowaniu i wydolności.

Można zacząć się wspinać z „dziestką” na karku? Czy to już proszenie się o kontuzję?

Oczywiście, że można. Wspinaczka  jest w tej kwestii jak każdy inny sport. Według mnie to, co wywołuje kontuzje niezależnie od sportu, to zbyt duża ambicja i chęć osiągnięcia wyników w jak najkrótszym czasie. Często jest tak, że zaczynamy trenować ciężej, widząc pierwsze efekty. Moim zdaniem, niezwracanie uwagi na kwestię regeneracji jest przyczyną kontuzji, nie wiek.

Chętnie dzielisz się wiedzą, ale czy młodzi o nią pytają? Chcą uczyć się na cudzych błędach, czy wolą popełniać własne?

Według mnie każdy musi popełnić swoje błędy. To, do czego doszedłem po kilkunastu latach, czytałem w książkach/artykułach dotyczących treningu już dawno. Na wszystko jest jednak odpowiednia chwila i oczywiście mogę radzić osobom z krótszym stażem, ale jeżeli nie przerobią sobie tego w głowie i nie przełożą tego na swoją sytuację, będą to tylko słowa.

 Słyszałam kiedyś takie stwierdzenie, że to nie ty masz problem, że się nie wspinasz, ale twoi bliscy… mógłbyś to rozwinąć?

No cos w tym jest 🙂 Zawsze jest coś, jakiś rejon, jakaś droga, którą chcesz przejść. Więc jeżeli na ostatnim wyjeździe prawie się udało, chcę to dokończyć. Z drugiej strony, jak ostatnio wszystko „weszło”, to rośnie apetyt na kolejne drogi i to mnie nakręca, więc wracając z wyjazdu już umawiamy się na kolejny 🙂 Najgorszy dla mnie jest ten czas, kiedy wiem, że inni jadą, a ja mam jakieś zobowiązania i zostaję w domu. Teoretycznie, można pójść na ściankę wspinaczkową, ale dla mnie to nie to samo. Wtedy snuję się z kąta w kąt i jestem nie do zniesienia…

 Mówiłeś, że ostatnie 3 lata były przełomowym czasem w Twoim wspinaniu, lepsze wyniki, drogi, których wcześniej nie robiłeś i to w czasie, gdy teoretycznie „powinieneś” bardziej odpuścić albo przynajmniej mieć wytłumaczenie dla gorszego czasu, bo urodził się Twój syn.

Wykorzystałem czas narodzin syna do zmian, a właściwie to nie miałem wyjścia 🙂 Pogodziłem chęć uczestnictwa w życiu rodziny i potrzebę trenowania. Ćwiczyłem krócej, ale mądrzej, zrobiłem sobie nawet panel do trenowania w domu. Ta reorganizacja treningu sprawiła, że był on bardziej przemyślany, miałem 20 minut a nie 2 godziny, więc planowałem go jakościowo i w końcu, po wielu latach okazało się, że jestem na wyższym poziomie i mogę robić trudniejsze rzeczy.

Co takiego daje Ci wspinaczka na co dzień? Potrafisz jechać 8h, żeby się powspinać przez 4…

Zacznijmy od tego, że teoretycznie nie muszę tyle jechać. Mam ścianę wspinaczkową ok 10 min drogi z domu. Jednak, tak jak pisałem wcześniej – wspinanie ma bardzo wiele odmian. Dla mnie trening na ściance to tylko środek do celu, jakim jest wspinanie w skałkach..  To, czym się zajmuję jest specyficzne (bouldering – przyp. red.) i żadna ściana nie odda naturalnych warunków. Faktycznie, mam kilka godzin w najbliższe skały, ale wyjazd to dla mnie sposób na relaks i oderwanie od codziennych problemów.

Jak się odżywiasz na wyjeździe? Co jest Twoim TOP 5?

Myślę że nie będę tutaj oryginalny. Podstawa to zdrowe tłuszcze, białka oraz węglowodany. Na wyjeździe to chyba nawet w odwrotnej kolejności 🙂 Zdecydowanie kwestia, na którą zwracam uwagę, to odpowiednie nawodnienie. Podczas wspinania zazwyczaj jem lekkostrawne produkty, półpłynne. Staram się też mieć ze sobą w termosie jakieś pełnowartościowe danie. Na dłuższe wyjazdy zbieram zawsze: płatki owsiane, orzechy, banany, jagody (w każdej postaci), elektrolity.

Skąd w Twoim życiu sport? Za czasów szkolnych byłeś raczej wesołym okrągłym chłopcem…

Odpowiedź brzmi banalnie – spróbowałem i się wciągnąłem. Wydaje mi się też, że sport ten bardzo współgra z moja naturą i że to ważne, jeśli ma być to przygoda na długi czas.

 Ja równoważysz swoją pracę, aktywność i bycie z rodziną?

W naszym przypadku wszystko opiera się o dobrą organizację. Mówię „naszym”, bo w moje wyjazdy zaangażowana jest cała rodzina. Siadamy z żoną z kalendarzem w ręku i zaznaczamy, kiedy każdy z nas ma coś, co chciałby zrobić – wyjazdy, spotkania, swoje sprawy. Sprawdza się nam to do tego stopnia, że dzieci przywykły już, że tata ma swoje „wspinanki”, mama swoje wyjazdy, są też wyjazdy typowo dla dzieci i pod dzieci i raz w miesiącu – wyjazd tylko rodziców. Lubię te nasze wypady, nabieramy dystansu, łapiemy nową energię i jeszcze lepiej się poznajemy.

 Jak wglądają Twoje treningi? Na pewno inaczej, niż kiedyś, ale jak konkretnie i dlaczego tak?

Przede wszystkim od dłuższego czasu jestem wierny zasadzie „mniej znaczy więcej” – trenuję krócej ale bardzo przykładam wagę do jakości. Większość mojego treningu rozwiązuję w domu, są to ćwiczenia ogólnorozwojowe i specyficzne pod bouldering, np. trening palców. Na ścianę chodzę teraz raz w tygodniu, aby się poruszać i głównie dla przyjemności. Najważniejszy trening jest w skałach.

Na koniec jeszcze krótka ankieta:

Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez… śniadania

Swój dzień zaczynam od… owsianki i kawy

Trzy słowa, które mnie opisują… konsekwentny, cierpliwy, opanowany

Moje motto… wolniej jedziesz, dalej zajedziesz.

 

 Dziękuję! W chwili, gdy opublikujemy ten wywiad, będziesz w drodze w skałki, zatem życzymy Ci udanych przejść!

Dzięki!

Nie znajdziesz w świecie tego, czego nie odkryłaś w sobie

Blisko 38% stanowisk kierowniczych w Polsce obejmują kobiety[1], a Polska pod tym względem znajduje się w światowej czołówce. Ponadto, cztery na dziesięć zarejestrowanych w Polsce działalności gospodarczych, to firmy prowadzone przez kobiety…

Temat przedsiębiorczych kobiet jest bardzo ciekawy i stanowi wyzwanie nie tylko dla społeczeństwa, ale również najbliższego otoczenia tych kobiet. Pisząc najbliższe otoczenie mamy na myśli partnera, dzieci, rodziców, ich oczekiwania i wyobrażenia. Prowadzenie własnej firmy jest wyzwaniem, ale również dla pewnej grupy kobiet jedynym modelem funkcjonowania na rynku i choć wiele mówi się o powrocie do pracy, o godzeniu ról, to niewiele miejsca poświęca się tym kobietom, które szukają czegoś więcej, niż możliwość pracy u kogoś.

Dla nas, chcących być głosem pozytywnych zmian w podejściu do biznesu i zdrowia, temat ten jest bardzo bliski, dlatego zebraliśmy kilka istotnych wskazówek, jakie można dać tym wszystkim, którzy chcą wspierać przedsiębiorcze kobiety. Często bowiem partnerzy i bliscy nie do końca wiedzą, w jaki sposób swoim działaniem i postawą mogą pokazać kobiecie, że grają w tym samym zespole.

Przestrzeń

Kobiety do działania potrzebują przestrzeni i możliwości skupienia się wyłącznie na tym, co jest do zrobienia. Stworzenie przestrzeni do zajmowania się tym, co ważne tu i teraz pozwala być efektywnym i spełnionym w tym, co się robi, co bezpośrednio przekłada się na inne obszary życia.

Wolność

To bardzo szerokie pojęcie często pojmowane jako abstrakcja, jest przecież efektem codziennych wyborów i możliwości jakie mamy, bądź nie, a  właściwie, na jakie się godzimy. Czasem zwykłe pytanie o plany na najbliższe dni, czy tego, co kobieta chce zrobić jest ważniejsze, niż organizowanie jej czasu i decydowanie za nią („żeby nie musiała się tym zajmować”).

Rozwój

Kobiety stawiają możliwość rozwoju wśród 3 najważniejszych elementów bycia niezależną i wartościową. Dla każdego rozwój może oznaczać co innego na danym etapie życia, ważne jest jednak, aby móc sobie na niego pozwolić z przekonaniem, że to coś istotnego, ważnego i potrzebnego (a nie wymysł, czy zabawa).

Otoczenie

Mówi się, że jesteśmy sumą 5 osób z naszego najbliższego otoczenia. To ono nie pozwala nam odpuszczać, motywuje, dodaje energii, pokazuje, że mamy podobnych sobie. Czasem potrzeba więcej cierpliwości, by znaleźć się odpowiednim otoczeniu, dlatego istotną rolą wspierającego partnera (rozumianego szeroko) jest być tą pierwszą właściwą osobą, która wierzy i dodaje sił.

Akceptacja i zaufanie

Wiele kobiet, które osiągnęły już sukces zapytanych o to, co jest im potrzebne w codziennej relacji z partnerem, mówi, że nie do końca motywowanie, pocieszanie i wzmacnianie pewności siebie, ale ufanie, że to, co robią jest dobre. Zaufanie i akceptacja są kluczowe, by mogły iść dalej obraną drogą bez oglądania się, czy słusznie nią podążają.

Swoboda działania

Poczucie spokoju jest bezcenne. Wiele kobiet, które założyły rodzinę i realizują się zawodowo ma problem z tym, by ze spokojem w sercu i głowie móc działać na 100% w jednym czasie, a w drugim być z rodziną na 100%. Tylko we wspierającej relacji udaje się osiągnąć balans, w którym ma się swobodę działania i nie jest się rozdartym pomiędzy obowiązki w pracy i obowiązki w domu.

Zrozumienie

Choć wydaje się to mało sprawcze, to realnie pomóc można przez prezentowanie określonej postawy. 9 na 10 kobiet[2] przyznaje, że tego, czego najbardziej im brakuje, gdy decydują się działać po swojemu jest brak zrozumienia ze strony najbliższego otoczenia. Nawet brak czasu nie jest tak dotkliwy jak świadomość, że nie jest się rozumianym, dlatego tym, co można zrobić tu i teraz dla kobiety przedsiębiorczej to zrozumieć, że ma ona powody dla których działa i nie powstrzymywać jej.

Obecność

Wydaje się to oczywiste, ale bycie dostępnym i obecnym oraz „pozwolenie” kobiecie na bycie aktywną jest podstawą do tego, aby mogła ona realizować swoje cele. Za każdą silną kobietą stoi silny partner, czyli taki, który daje jej wolność decydowania o życiu w każdym jego aspekcie i jest obecny w zakresie, w jakim kobieta go potrzebuje.

Kobiety przedsiębiorcze mają wiele wspólnego i ich styl prowadzenia działalności będzie tym dojrzalszy i bardziej skuteczny, im bardziej będą one mogły skupić się na realizacji celów. Celów, które służą całemu otoczeniu kobiet – od najbliższego, po całe społeczności innych kobiet. Kobiety umieją działać wielowątkowo, dlatego najlepsze, co można dla nich zrobić, to nie przeszkadzać w dążeniach i wspierać.

Mówi się, że „nie znajdzie się w świecie tego, czego nie odkryje się w sobie”, dlatego najważniejsza praca, jaka jest do wykonania to praca w środowisku kobiety przedsiębiorczej. Na nic świetne pomysły, na nic motywacja i chęci – gdy każda próba okazuje się być walką o przetrwanie. Za to wspierające osoby wokół, które otwarcie pytają, co mogą zrobić, aby kobieta mogła się rozwijać są jak nieoceniony kapitał startowy. Warto dmuchać w te skrzydła, które wyrastają bliskiej Wam osobie, bo jej sukces to sukces również dla tych, którzy się do niego przyczynili. Takich relacji Wam życzymy!

[1] Wynik badania „Women in Business 2020”

[2] Raport Grant Thornton „Kobiety w biznesie 2020” 

Nawet porażka jest lepsza od braku próby

Ceni swój wolny czas i pracy na swoim nie zamieniłaby na korporacyjny ład. W życiu kieruje się zasadą, że to nie produkt a dawka czyni truciznę. Uwielbia wszystko co ekologiczne, od żywności, przez kosmetyki, po wyroby codziennego użytku. Z odwagą podejmuje się nowych wyzwań i nigdy się nie poddaje – rozmowa z Agatą Kornatowską, inspirującą właścicielką sklepu z ekologiczną żywnością.

Pracowałaś w korporacji, teraz masz własny biznes. Co sprawiło, że jesteś dziś tu, gdzie jesteś?

W korporacji spędziłam większość swojego zawodowego życia. W ciągłym biegu człowiek przestaje zauważać ten pęd, w którym się znajduje. Pracowałam często bez urlopów – bo lubiłam, dużo jeździłam po kraju. Aż nagle pojawiła się ciąża. Nie wiem, czy poszłabym na zwolnienie, gdyby mój ówczesny szef tego ode mnie nie zażądał. Dopiero z perspektywy osoby, która ma dużo wolnego czasu, zrozumiałam, że tego potrzebuję, w tym się lepiej odnajduję. Postanowiłam też nie wracać już do korporacji.

Czy decyzja o porzuceniu pracy była trudna? Kto lub co pomogło Ci ją podjąć?

Nie była trudna. Myślę, że jak do czegoś się dojrzewa, to nie sprawia to już problemu czy trudu. Trzeba tylko trafić w idealny czas. Ciąża była takim moim idealnym momentem.

Prowadzisz własną firmę, jak godzisz z tym życie rodzinne? Masz więcej czasu dla siebie i bliskich, gdy sama wyznaczasz sobie obowiązki?

Zdecydowanie – wbrew pozorom zyskałam dużo więcej czasu. Mam zaufanego pracownika, więc spokojnie część obowiązków mogę wykonywać z dowolnego miejsca. Tym samym mam więcej czasu dla rodziny i dla siebie.

Jak wygląda Twój dzień w pracy?

Jest powolny i pewnie dla niektórych nudny. Przychodzę do sklepu, jem śniadanie, sprawdzam maila, odpisuję na wiadomości. Jeśli jest taka potrzeba, sprawdzam terminy faktur. Przede wszystkim czekam na klientów, tych co w dzisiejszych czasach wolą zakupy w wersji slow. Sprawdzam też nowinki ze świata kosmetycznego.

Zaczęłaś działać niedługo przed tym, kiedy ogłoszono pandemię. Dla Twojego sklepu był to czas próby, czy wzmożonego zainteresowania zdrową żywnością ze strony klientów?

Dla nas był to i nadal jest czas próby. Nasz sklep znajduje się w miejscu, do którego zagląda się „przy okazji” drogi z pracy/szkoły/studiów.Brak potrzeby chodzenia w te miejsca dotkliwie odbił się także na naszym sklepie. Oczywiście mimo wszystko odczuwam dużą wdzięczność za to, że mogłyśmy i możemy pracować, a także za tych klientów, którzy mimo wszystko do nas zaglądają.

Na co dzień spotykasz ludzi, którzy wybierają zdrowsze jedzenie ze sprawdzonego źródła, bez chemii… Czy obserwujesz, że świadomość konsumentów rośnie?

Rośnie, ale mam wrażenie, że czasem wybiórczo: kupię ekologiczne warzywa, ale po krem pójdę już do drogerii. Ludzie jeszcze nadal nie patrzą na zdrowie w sposób holistyczny. Ale i tak z tego wzrostu należy się cieszyć. Małymi krokami też można dojść do celu.

Jak spędzasz czas po pracy, gdzie ładujesz akumulatory?

Rozróżniam dwa rodzaje wolnego czasu: dla rodziny i dla siebie. Zarówno jeden, jak i drugi najlepiej oddziałuje na mnie, gdy przebywam w okolicach plaży bądź lasu. Latem dużo czasu spędzam u rodziców na działce za miastem. Relaksują mnie śniadania w nadmorskich restauracjach, jazda autem, koniecznie przy dźwiękach mojej ulubionej muzyki i domowe SPA.

A jak sama dbasz o zdrowie? Znasz mnóstwo fajnych produktów, zdradzisz nam w co sama się zaopatrujesz?

Tak, rzeczywiście właściciele tego typu sklepów mogą być o krok przed resztą:)

Mamy dostęp do hurtowni, w których można znaleźć cuda. Ja raczej należę do tradycjonalistek. Lubię jeść prosto. Staram się robić to regularnie. Nie zapominam o ruchu, w tym przypadku poszłam w kierunku treningów siłowych i najlepiej się po nich czuję. Wysypiam się i mam szczęście posiadania bardzo wysokiego progu odczuwania stresu. Od jakiegoś czasu zaczęłam też korzystać z suplementacji.

W mojej kuchni można znaleźć makarony, ryże, kasze, dużo past warzywnych i kiszonek. Czekolada też się znajdzie, a czasem i dwie 🙂 Mówi się, że nie produkt stanowi truciznę tylko jego ilość.

Co lubisz w prowadzeniu własnego biznesu?

Lubię wolny czas, który mi daje. Swobodę. Poznawanie fascynujących ludzi, dbanie o ich potrzeby. Możliwość robienia czegoś czysto dla klienta a nie dla procedur. Brak tabelek w Excelu;)

Czy Twój sklep można nazwać „biznesem rodzinnym”?

Myślę, że tak, bo mimo tego, że to ja go prowadzę i ja w nim pracuję, to mam taką możliwość tylko dzięki zgraniu rodzinnemu, nie tylko partnera i moim, ale czasem także i dziadków.

W jakim zakresie wspiera Cię partner? Co jest dla Ciebie wsparciem?

Myślę, że bez Rafała byłoby mi bardzo trudno. Rafał jest matko-ojcem:)

Potrafi zająć się naszym synem, czasami mam wrażenie, lepiej ode mnie. Ja jednak cały czas jedną nogą jestem w pracy, więc potrzebna jest osoba równoważąca to wszystko i mój partner właśnie taki jest. Plus szanuje to, że czasem mam potrzebę pobycia samej i umożliwia mi to.

Na koniec jeszcze krótka ankieta:

Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez…źródła muzyki

Swój dzień zaczynam od…szklanki wody z aloesem

Moja ikona/inspiracja….inspirują mnie wszyscy ludzie, którzy swoim postępowaniem udowadniają, że chcieć to móc.

Trzy słowa, które mnie opisują…otwarta, bezproblemowa i roztrzepana.

Moje motto…zmienne zależnie od okresu w życiu, ale ostatnio trafiły do mnie słowa Carla Rogersa: „Jest ciekawym paradoksem to, że dopiero kiedy zaakceptuję siebie takiego, jakim jestem, mogę się zmienić”.

Dziękuję!

Czego, jako przedsiębiorcy, możemy uczyć się od Igi Świątek?

W listopadzie pisaliśmy o tenisie, jako recepcie na długowieczność i 10 powodach, dla których warto zainteresować się tą dyscypliną: Recepta na długowieczność – tenis! Poznaj 10 powodów, dla których warto w niego grać. Dziś idziemy krok dalej i podglądając Igę Świątek, wyciągamy najlepsze lekcje od sportowców dla przedsiębiorców – w aspekcie zdrowia zarówno fizycznego, jak i psychicznego.  

Sport i biznes można zamknąć jednym stwierdzeniem – albo masz rezultaty albo wymówki. Wszyscy przedsiębiorcy, których znamy, są aktywni fizycznie i zgodnie przyznają, że obszary te są ze sobą ściśle powiązane, a postawa przedsiębiorcy oraz sportowca wzajemnie się kształtują.

The New York Times określił Igę „wschodzącą królową tenisa” i można spytać, czego 20-letnia tenisistka może nauczyć przedsiębiorców, przecież to doświadczenie daje przewagę… Jednak nie jest jedynym czynnikiem warunkującym sukces. Jej historia pokazuje, że to nie wiek, a odpowiednia strategia, pracowitość i talent mają ogromne znaczenie w osiąganiu efektów.

Tenis to sport wymagający zarówno fizycznie, technicznie, jak i mentalnie. Pozwala na wszechstronny rozwój i wypracowywanie refleksu, a także stwarza doskonałe warunki do aktywności z partnerem (prywatnym, czy zawodowym) oraz uczy współzawodnictwa – dla wielu przedsiębiorców to kluczowe argumenty przemawiające za tą dyscypliną.  Ponadto, można grać na świeżym powietrzu, co jest bardzo ważne dla tych, którzy chcą obniżyć poziom stresu i każdą wolną chwilę spędzać w otoczeniu natury. Śledząc zmagania Igi oraz jej styl, wyciągnęliśmy 7 cennych lekcji, którymi dzielimy się z Wami:

Drzemie w Tobie potencjał. Wykorzystaj go najlepiej jak możesz

Zrozumienie tego, jakie są nasze mocne strony i w czym tkwi nasza największa siła jest kluczowe do tego, by móc się rozwijać we właściwym kierunku i nie blokować tym, co może stać na przeszkodzie. To właśnie ten kierunek jest najważniejszy.

Emocje trzymaj na wodzy

Skoncentrowanie na zadaniu – również wtedy, gdy dobrze nam idzie, pozwala odrzucić to, co może zakłócać realne działanie. Presja wewnętrzna, by iść na przód i skupić się na działaniu, a nie odczuwaniu, pomaga się nie rozpraszać i lokować energię tam, gdzie trzeba.

Weź do zespołu najlepszych z najlepszych

Jeśli sztab doświadczonych, najlepszych w swoim fachu osób uczynisz swoim najbliższym otoczeniem, to nawet, jeśli przyjdzie gorszy czas i gorsza forma – oni nie pozwolą Ci odpuścić. Osoby, z którymi się współpracuje mają na nas znaczący wpływ, a więc warto zadbać, aby wpływ ten był po prostu dobry.

Zadbaj o regenerację

Młody organizm szybko się regeneruje, ale każdy szybko „odwdzięcza” za to, jak go traktujemy. Im lat jest więcej, tym kwestia regeneracji staje się coraz bardziej kluczowa i takie aspekty, jak odpowiednie odżywanie, nawodnienie, sen, redukowanie stresu sprawiają, że jesteśmy w optymalnej formie do działania bez względu na warunki zewnętrzne. Liczne badania pokazują, że niedostateczna regeneracja jest wprost proporcjonalna do spadku wydajności[1].

Trenuj na powietrzu

Sport, który można uprawiać na świeżym powietrzu ma tę zaletę, że pozwala nam dotleniać się i wystawiać na naturalne światło podczas wysiłku. Warto zadbać o przebywanie na dworze również prowadząc swój biznes – nie wszystko przecież trzeba robić z biura, czy domu. Pomyśl, jakie zadania możesz realizować spacerując i zobacz jak niewielka zmiana może korzystnie wpłynąć na Twoje zdrowie. Badania[2] dowodzą, że chodzenie pobudza kreatywność i twórcze myślenie.

Kiedy idziesz po wygraną, skoncentruj się na celu

Zobacz, jak najlepsi wychodząc na kort odcinają się od wszystkiego, co ich otacza i koncentrują na działaniu tu i teraz. Bycie przygotowanym i usunięcie rozpraszaczy, gdy masz do rozegrania własny mecz daje poczucie sprawczości i pewności siebie, a to bezpośrednio przekłada się na wynik.

Last, but not least – rób to, co sprawia Ci radość

Bez względu na to, czym się zajmujesz, musi być to bliskie Twojemu sercu. Wówczas droga, którą chcesz pokonać, jest drogą, którą samodzielnie wyznaczasz, a fakt, że doskonale znasz własne „dlaczego”, sprawia, że trwasz w tym mimo chwil zwątpienia.[/vc_column_text]

[/vc_column][/vc_row]
[1] Zmęczenie psychiczne spowodowane brakiem przerwy w pracy sędziów wpływa negatywnie na podejmowane przez nich decyzje (przykład wydanych wniosków o zwolnienie więźniów): Danziger S. et al., Extraneous factors in judicial decisions, Proccedings of the National Academy of Sciences of the United States of America, 2011, 26 Apr; 108(17): 6889–6892.

[2] Chodzenie na świeżym powietrzu pobudza twórcze myślenie: Opezzo M., Schwartz D. L., Give Your Ideas Some Legs: The Positive Effect of Walking on Creative Thinking, Journal of Experimental Psychology: Learning, Memory, and Cognition © 2014 American Psychological Association 2014, Vol. 40, No. 4, 1142–1152.

W życiu możesz osiągnąć wszystko, co sobie wymarzysz. Marz roztropnie!

O sukcesach w twórczym podejściu do pracy z dziećmi i kształtowaniu u nich postawy przedsiębiorczej oraz własnym sposobie na równowagę rozmawiamy dziś z Markiem Loose – ojcem, przedsiębiorcą i sportowcem w jednym!

 

Uczysz dzieci przedsiębiorczości, a nie od dziś wiadomo, że najlepszy nauczyciel to praktyk.  Jak dbasz o własny rozwój?

Właśnie sobie uświadomiłem, że nie uczę dzieci „przedsiębiorczości”, bo nie da się chyba nauczyć kogoś „przedsiębiorczości”😉. Przedsiębiorczość, czy bycie przedsiębiorcą, to bardziej styl życia, postawa. Trzeba być nastawionym na ciągłe uczenie się, na „wzloty i upadki”, bo bycie przedsiębiorcą to też niestety nieudane przedsięwzięcia i porażki. To co staram się przekazywać dzieciom, to bardziej budowanie świadomości „czym się je” przedsiębiorczość oraz wyposażanie dzieci w pewne umiejętności i narzędzia, które im pomogą, jeśli kiedyś zdecydują się działać jako przedsiębiorcy.

Nie jest łatwo godzić obowiązki zawodowe z byciem rodzicem. Prowadzenie Rośniemy pomaga na co dzień, czy jest dużym wyzwaniem?

Jak każde przedsięwzięcie na początku – na tym etapie raczej jest wyzwaniem 😉

Czy życie na własnych zasadach rzeczywiście daje więcej wolnego czasu?

Wszystko zależy od tego, jakie kto ma zasady… Jeśli ktoś decyduje się na własny biznes po to, żeby mieć więcej wolnego czasu, będzie konsekwentnie do tego dążył – to raczej tak mu się to uda. Nie ma niestety nic od razu, wpierw trzeba na tę większą ilość wolnego czasu zapracować. Tak przynajmniej było w moim przypadku.

Kobiety, które chcą się rozwijać biznesowo, a mają własne rodziny, potrzebują swobody w działaniu. Bardzo wiele zależy tutaj od postawy partnera. Jaką masz radę dla tych,  którzy chcą wspierać swoje partnerki w biznesie?

Bardzo trudne i złożone zagadnienie. Zdecydowanie też nie jestem ekspertem w dziedzinie wspierania partnerek w biznesie, sam dopiero rozpoczynam naukę w tym zakresie. Z obserwacji tych przedsięwzięć prowadzonych przez kobiety, które odniosły sukces, wnioskowałbym, że kobiety odnoszą sukces, jak mają dużą niezależność. Może trzeba pójść tym tropem?

Jaka jest Twoja recepta na równowagę, gdy ma się 4 dzieci, pracuje (także z żoną) i ma pasje?

Ciągła nauka balansowania z domieszką poskramiania własnego ego.

Tworząc Rośniemy, przyświeca(ła) Wam bardziej perspektywa rodzica czy nauczyciela?

Zdecydowanie rodzica, to projekt, który w równym stopniu ma służyć dzieciom i ich rodzicom.

Co Cię najbardziej fascynuje w zaszczepianiu dzieciom przedsiębiorczości? Jak myślisz, dlaczego w szkołach tradycyjnych takie zajęcia nie są powszechne?

Fascynuje mnie absolutna intuicja, jaką posiadają dzieci. Ich mądrość, spontaniczność, kreatywność, energia. Z tego co wiem, coraz więcej szkół wprowadza zajęcia z „przedsiębiorczości”, jednak takie zajęcia prowadzone w sposób tradycyjny muszą być niewyobrażalnie nudne…

Na co dzień pracujesz z dziećmi i młodzieżą. Czego najbardziej potrzebują? Jak najlepiej możemy wspierać ich rozwój?

Powinniśmy odpowiadać na ich potrzeby, obserwować, co ich fascynuje w danym momencie i wspierać te fascynacje.

Co daje Wam jako rodzicom Wasz autorski projekt edukacyjny „Rośniemy. Edukacja na wolności”?

Poczucie, że wspieramy między innymi rozwój naszych dzieci, dużo satysfakcji oraz sporo dodatkowej pracy.

Czy (i jak) sport pomaga Ci w prowadzeniu biznesu?

Uprawianie sportu uczy konsekwencji, wytrwałości ale także pokory i przyjmowania porażek. Na pewno pomaga.

Gdybyś musiał zdecydować się na nauczanie dzieci „tylko” 2-3 przedmiotów, co by to było? I dlaczego?

Mam nadzieję, że nigdy nie stanę przed takim dramatycznym wyborem, tym bardziej, że nie dzielę już świata edukacyjnego na przedmioty 😊Liczne badania pokazują, że taki sposób nauczania jest bardzo nieefektywny, a nowe trendy to uczenie kontekstowe. W moim świecie edukacyjnym zawsze gdzieś z przodu będzie matematyka w jej szerokim ujęciu, połączona z logiką.

Interesujące! Wiem, że Wasze czwartki są naprawdę ambitne, dzieci poznają pojęcia biznesowo-finansowe i stosują je w praktyce. Jaki jest Wasz największy sukces?

Nie wiem skąd opinia, że są aż tak ambitne…😉mam nadzieję, że są przede wszystkim dobrą zabawą… A to, że przy okazji dzieci oswajają się z pojęciami finansowymi i ekonomicznymi, pomoże im lepiej rozumieć uwarunkowania, w jakich funkcjonuje przedsiębiorca w wieku nieosiągalnym dla przeciętnego przedsiębiorcy. Na razie faktycznie same sukcesy, na przykład wspaniała współpraca i precyzyjna realizacja budżetu przy realizacji projektu „Idziemy na lody”, wiele udanych sesji tradingowych podczas naszej zabawy w giełdę, udana rekrutacja pracowników do rozwijających się dziecięcych firm, dynamicznie przeprowadzone aukcje przedmiotów różnych itd. Itd. Długo mógłbym wymieniać 😉

Gdzie uczyłeś się tego, czego uczysz innych? Tradycyjna szkoła, przedsiębiorczy rodzice, a może jakaś grupa pozaszkolna?

To, czego uczę, bazuje na prawie dwudziestoletniej praktyce zawodowej, przez pierwsze 8 lat głównie w międzynarodowych korporacjach i firmach doradczych, a potem w wielu przedsięwzięciach biznesowych. Nie wszystkich udanych 😉

Jakie masz plany na najbliższe lata?

Staram się za dużo nie planować, żeby zanadto nie rozśmieszać Pana Boga.

 

Na koniec krótka ankieta:

  • Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez: chyba nie ma takiej rzeczy.
  • Swój dzień zaczynam od: staram się od modlitwy, nie zawsze wychodzi.
  • Moja ikona w świecie biznesu: nie mam jednej ikony, inspiruje mnie wiele osób, które podziwiam za umiejętność budowania wartości dodanej oraz wdrażania innowacji
  • Trzy słowa, które mnie opisują: energiczny, kreatywny, wytrwały

 

Dziękuję!

Privacy Preferences
When you visit our website, it may store information through your browser from specific services, usually in form of cookies. Here you can change your privacy preferences. Please note that blocking some types of cookies may impact your experience on our website and the services we offer.