19th Ave New York, NY 95822, USA

Grid No Margins Full Width 100%

Mniej znaczy więcej

Nie znajdziesz go w Internecie, ale w skałkach wiadomo, kim jest Wojtek. Skromny, konsekwentny i zapalony na punkcie wspinania. Właśnie minęło 20 lat, od kiedy postawił swoje pierwsze kroki na pionowej ścianie, ale to właśnie dziś ma więcej siły i chęci, niż kiedykolwiek!

Jesteś rozpoznawalny w środowisku wspinaczy, a nie widać Cię na żadnych stronach, nie działasz w mediach społecznościowych. Pieniądze lubią ciszę, ale sport?

Myślę, że to zależy od podejścia. Wspinanie to sport z wieloma poddyscyplinami. Bo wspinaniem nazwiemy zarówno kilkudziesiecioosobową wyprawę w Himalajach, która zajmuje kilka miesięcy, jak i sprint na sztucznej ścianie, który trwa kilka sekund. Jeżeli ktoś chce ze swojego hobby/sportu uczynić źródło przychodu, to na pewno musi to w jakiś sposób „sprzedać”. Na zaczynających się za chwilę Igrzyskach Olimpijskich wspinanie zadebiutuje. Zawodowi sportowcy, którzy startują na zawodach rangi mistrzowskiej, muszą zadbać o swój PR. Dzięki temu łatwiej pozyskają partnerów, którzy odciążą ich w zobowiązaniach finansowych.

Dla mnie wspinanie to cel sam w sobie, nie potrzebuję rozgłosu, bo robię to dla siebie i sam, czy z innymi dalej bym to robił.

 Trenujesz od ponad 20 lat, ale Twoja świadomość w zakresie żywienia i treningu przyszła z czasem? Dziś jesteś starszy, ale masz więcej siły, niż gdy byłeś młodszy. Wiek to nie wszystko?

Zaczynając od końca: Tak, wiek to nie wszystko. Przynajmniej mam taka nadzieję 🙂

Tak na poważnie, to przez długi czas trening traktowałem na zasadzie „Im dłużej i ciężej, tym lepiej”. Potrafiłem trenować po kilka godzin, niestety nieefektywnie. Gdy pojawiło się drugie dziecko, musiałem zdecydowanie zmienić podejście do treningu i odkryłem, że o dziwo w tym zakresie „mniej znaczy więcej”. Do tego pojawiła się jeszcze tzw. siła ojca 😉

W kwestii jedzenia, zacząłem dostrzegać, że to co jem, wpływa na moje wyniki, więc z większą uwagą przyglądałem się temu, co pojawia się na talerzu. Duża w tym rola również mojej żony, bo to ona w naszym domu głównie odpowiada za posiłki. O ile w drodze powrotnej ze skał pozwalam sobie na coś „spoza listy”, o tyle przed wyjazdem i w trakcie przygotowań bardzo się pilnuję i widzę ogromną różnicę w funkcjonowaniu i wydolności.

Można zacząć się wspinać z „dziestką” na karku? Czy to już proszenie się o kontuzję?

Oczywiście, że można. Wspinaczka  jest w tej kwestii jak każdy inny sport. Według mnie to, co wywołuje kontuzje niezależnie od sportu, to zbyt duża ambicja i chęć osiągnięcia wyników w jak najkrótszym czasie. Często jest tak, że zaczynamy trenować ciężej, widząc pierwsze efekty. Moim zdaniem, niezwracanie uwagi na kwestię regeneracji jest przyczyną kontuzji, nie wiek.

Chętnie dzielisz się wiedzą, ale czy młodzi o nią pytają? Chcą uczyć się na cudzych błędach, czy wolą popełniać własne?

Według mnie każdy musi popełnić swoje błędy. To, do czego doszedłem po kilkunastu latach, czytałem w książkach/artykułach dotyczących treningu już dawno. Na wszystko jest jednak odpowiednia chwila i oczywiście mogę radzić osobom z krótszym stażem, ale jeżeli nie przerobią sobie tego w głowie i nie przełożą tego na swoją sytuację, będą to tylko słowa.

 Słyszałam kiedyś takie stwierdzenie, że to nie ty masz problem, że się nie wspinasz, ale twoi bliscy… mógłbyś to rozwinąć?

No cos w tym jest 🙂 Zawsze jest coś, jakiś rejon, jakaś droga, którą chcesz przejść. Więc jeżeli na ostatnim wyjeździe prawie się udało, chcę to dokończyć. Z drugiej strony, jak ostatnio wszystko „weszło”, to rośnie apetyt na kolejne drogi i to mnie nakręca, więc wracając z wyjazdu już umawiamy się na kolejny 🙂 Najgorszy dla mnie jest ten czas, kiedy wiem, że inni jadą, a ja mam jakieś zobowiązania i zostaję w domu. Teoretycznie, można pójść na ściankę wspinaczkową, ale dla mnie to nie to samo. Wtedy snuję się z kąta w kąt i jestem nie do zniesienia…

 Mówiłeś, że ostatnie 3 lata były przełomowym czasem w Twoim wspinaniu, lepsze wyniki, drogi, których wcześniej nie robiłeś i to w czasie, gdy teoretycznie „powinieneś” bardziej odpuścić albo przynajmniej mieć wytłumaczenie dla gorszego czasu, bo urodził się Twój syn.

Wykorzystałem czas narodzin syna do zmian, a właściwie to nie miałem wyjścia 🙂 Pogodziłem chęć uczestnictwa w życiu rodziny i potrzebę trenowania. Ćwiczyłem krócej, ale mądrzej, zrobiłem sobie nawet panel do trenowania w domu. Ta reorganizacja treningu sprawiła, że był on bardziej przemyślany, miałem 20 minut a nie 2 godziny, więc planowałem go jakościowo i w końcu, po wielu latach okazało się, że jestem na wyższym poziomie i mogę robić trudniejsze rzeczy.

Co takiego daje Ci wspinaczka na co dzień? Potrafisz jechać 8h, żeby się powspinać przez 4…

Zacznijmy od tego, że teoretycznie nie muszę tyle jechać. Mam ścianę wspinaczkową ok 10 min drogi z domu. Jednak, tak jak pisałem wcześniej – wspinanie ma bardzo wiele odmian. Dla mnie trening na ściance to tylko środek do celu, jakim jest wspinanie w skałkach..  To, czym się zajmuję jest specyficzne (bouldering – przyp. red.) i żadna ściana nie odda naturalnych warunków. Faktycznie, mam kilka godzin w najbliższe skały, ale wyjazd to dla mnie sposób na relaks i oderwanie od codziennych problemów.

Jak się odżywiasz na wyjeździe? Co jest Twoim TOP 5?

Myślę że nie będę tutaj oryginalny. Podstawa to zdrowe tłuszcze, białka oraz węglowodany. Na wyjeździe to chyba nawet w odwrotnej kolejności 🙂 Zdecydowanie kwestia, na którą zwracam uwagę, to odpowiednie nawodnienie. Podczas wspinania zazwyczaj jem lekkostrawne produkty, półpłynne. Staram się też mieć ze sobą w termosie jakieś pełnowartościowe danie. Na dłuższe wyjazdy zbieram zawsze: płatki owsiane, orzechy, banany, jagody (w każdej postaci), elektrolity.

Skąd w Twoim życiu sport? Za czasów szkolnych byłeś raczej wesołym okrągłym chłopcem…

Odpowiedź brzmi banalnie – spróbowałem i się wciągnąłem. Wydaje mi się też, że sport ten bardzo współgra z moja naturą i że to ważne, jeśli ma być to przygoda na długi czas.

 Ja równoważysz swoją pracę, aktywność i bycie z rodziną?

W naszym przypadku wszystko opiera się o dobrą organizację. Mówię „naszym”, bo w moje wyjazdy zaangażowana jest cała rodzina. Siadamy z żoną z kalendarzem w ręku i zaznaczamy, kiedy każdy z nas ma coś, co chciałby zrobić – wyjazdy, spotkania, swoje sprawy. Sprawdza się nam to do tego stopnia, że dzieci przywykły już, że tata ma swoje „wspinanki”, mama swoje wyjazdy, są też wyjazdy typowo dla dzieci i pod dzieci i raz w miesiącu – wyjazd tylko rodziców. Lubię te nasze wypady, nabieramy dystansu, łapiemy nową energię i jeszcze lepiej się poznajemy.

 Jak wglądają Twoje treningi? Na pewno inaczej, niż kiedyś, ale jak konkretnie i dlaczego tak?

Przede wszystkim od dłuższego czasu jestem wierny zasadzie „mniej znaczy więcej” – trenuję krócej ale bardzo przykładam wagę do jakości. Większość mojego treningu rozwiązuję w domu, są to ćwiczenia ogólnorozwojowe i specyficzne pod bouldering, np. trening palców. Na ścianę chodzę teraz raz w tygodniu, aby się poruszać i głównie dla przyjemności. Najważniejszy trening jest w skałach.

Na koniec jeszcze krótka ankieta:

Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez… śniadania

Swój dzień zaczynam od… owsianki i kawy

Trzy słowa, które mnie opisują… konsekwentny, cierpliwy, opanowany

Moje motto… wolniej jedziesz, dalej zajedziesz.

 

 Dziękuję! W chwili, gdy opublikujemy ten wywiad, będziesz w drodze w skałki, zatem życzymy Ci udanych przejść!

Dzięki!

Nie znajdziesz w świecie tego, czego nie odkryłaś w sobie

Blisko 38% stanowisk kierowniczych w Polsce obejmują kobiety[1], a Polska pod tym względem znajduje się w światowej czołówce. Ponadto, cztery na dziesięć zarejestrowanych w Polsce działalności gospodarczych, to firmy prowadzone przez kobiety…

Temat przedsiębiorczych kobiet jest bardzo ciekawy i stanowi wyzwanie nie tylko dla społeczeństwa, ale również najbliższego otoczenia tych kobiet. Pisząc najbliższe otoczenie mamy na myśli partnera, dzieci, rodziców, ich oczekiwania i wyobrażenia. Prowadzenie własnej firmy jest wyzwaniem, ale również dla pewnej grupy kobiet jedynym modelem funkcjonowania na rynku i choć wiele mówi się o powrocie do pracy, o godzeniu ról, to niewiele miejsca poświęca się tym kobietom, które szukają czegoś więcej, niż możliwość pracy u kogoś.

Dla nas, chcących być głosem pozytywnych zmian w podejściu do biznesu i zdrowia, temat ten jest bardzo bliski, dlatego zebraliśmy kilka istotnych wskazówek, jakie można dać tym wszystkim, którzy chcą wspierać przedsiębiorcze kobiety. Często bowiem partnerzy i bliscy nie do końca wiedzą, w jaki sposób swoim działaniem i postawą mogą pokazać kobiecie, że grają w tym samym zespole.

Przestrzeń

Kobiety do działania potrzebują przestrzeni i możliwości skupienia się wyłącznie na tym, co jest do zrobienia. Stworzenie przestrzeni do zajmowania się tym, co ważne tu i teraz pozwala być efektywnym i spełnionym w tym, co się robi, co bezpośrednio przekłada się na inne obszary życia.

Wolność

To bardzo szerokie pojęcie często pojmowane jako abstrakcja, jest przecież efektem codziennych wyborów i możliwości jakie mamy, bądź nie, a  właściwie, na jakie się godzimy. Czasem zwykłe pytanie o plany na najbliższe dni, czy tego, co kobieta chce zrobić jest ważniejsze, niż organizowanie jej czasu i decydowanie za nią („żeby nie musiała się tym zajmować”).

Rozwój

Kobiety stawiają możliwość rozwoju wśród 3 najważniejszych elementów bycia niezależną i wartościową. Dla każdego rozwój może oznaczać co innego na danym etapie życia, ważne jest jednak, aby móc sobie na niego pozwolić z przekonaniem, że to coś istotnego, ważnego i potrzebnego (a nie wymysł, czy zabawa).

Otoczenie

Mówi się, że jesteśmy sumą 5 osób z naszego najbliższego otoczenia. To ono nie pozwala nam odpuszczać, motywuje, dodaje energii, pokazuje, że mamy podobnych sobie. Czasem potrzeba więcej cierpliwości, by znaleźć się odpowiednim otoczeniu, dlatego istotną rolą wspierającego partnera (rozumianego szeroko) jest być tą pierwszą właściwą osobą, która wierzy i dodaje sił.

Akceptacja i zaufanie

Wiele kobiet, które osiągnęły już sukces zapytanych o to, co jest im potrzebne w codziennej relacji z partnerem, mówi, że nie do końca motywowanie, pocieszanie i wzmacnianie pewności siebie, ale ufanie, że to, co robią jest dobre. Zaufanie i akceptacja są kluczowe, by mogły iść dalej obraną drogą bez oglądania się, czy słusznie nią podążają.

Swoboda działania

Poczucie spokoju jest bezcenne. Wiele kobiet, które założyły rodzinę i realizują się zawodowo ma problem z tym, by ze spokojem w sercu i głowie móc działać na 100% w jednym czasie, a w drugim być z rodziną na 100%. Tylko we wspierającej relacji udaje się osiągnąć balans, w którym ma się swobodę działania i nie jest się rozdartym pomiędzy obowiązki w pracy i obowiązki w domu.

Zrozumienie

Choć wydaje się to mało sprawcze, to realnie pomóc można przez prezentowanie określonej postawy. 9 na 10 kobiet[2] przyznaje, że tego, czego najbardziej im brakuje, gdy decydują się działać po swojemu jest brak zrozumienia ze strony najbliższego otoczenia. Nawet brak czasu nie jest tak dotkliwy jak świadomość, że nie jest się rozumianym, dlatego tym, co można zrobić tu i teraz dla kobiety przedsiębiorczej to zrozumieć, że ma ona powody dla których działa i nie powstrzymywać jej.

Obecność

Wydaje się to oczywiste, ale bycie dostępnym i obecnym oraz „pozwolenie” kobiecie na bycie aktywną jest podstawą do tego, aby mogła ona realizować swoje cele. Za każdą silną kobietą stoi silny partner, czyli taki, który daje jej wolność decydowania o życiu w każdym jego aspekcie i jest obecny w zakresie, w jakim kobieta go potrzebuje.

Kobiety przedsiębiorcze mają wiele wspólnego i ich styl prowadzenia działalności będzie tym dojrzalszy i bardziej skuteczny, im bardziej będą one mogły skupić się na realizacji celów. Celów, które służą całemu otoczeniu kobiet – od najbliższego, po całe społeczności innych kobiet. Kobiety umieją działać wielowątkowo, dlatego najlepsze, co można dla nich zrobić, to nie przeszkadzać w dążeniach i wspierać.

Mówi się, że „nie znajdzie się w świecie tego, czego nie odkryje się w sobie”, dlatego najważniejsza praca, jaka jest do wykonania to praca w środowisku kobiety przedsiębiorczej. Na nic świetne pomysły, na nic motywacja i chęci – gdy każda próba okazuje się być walką o przetrwanie. Za to wspierające osoby wokół, które otwarcie pytają, co mogą zrobić, aby kobieta mogła się rozwijać są jak nieoceniony kapitał startowy. Warto dmuchać w te skrzydła, które wyrastają bliskiej Wam osobie, bo jej sukces to sukces również dla tych, którzy się do niego przyczynili. Takich relacji Wam życzymy!

[1] Wynik badania „Women in Business 2020”

[2] Raport Grant Thornton „Kobiety w biznesie 2020” 

Nawet porażka jest lepsza od braku próby

Ceni swój wolny czas i pracy na swoim nie zamieniłaby na korporacyjny ład. W życiu kieruje się zasadą, że to nie produkt a dawka czyni truciznę. Uwielbia wszystko co ekologiczne, od żywności, przez kosmetyki, po wyroby codziennego użytku. Z odwagą podejmuje się nowych wyzwań i nigdy się nie poddaje – rozmowa z Agatą Kornatowską, inspirującą właścicielką sklepu z ekologiczną żywnością.

Pracowałaś w korporacji, teraz masz własny biznes. Co sprawiło, że jesteś dziś tu, gdzie jesteś?

W korporacji spędziłam większość swojego zawodowego życia. W ciągłym biegu człowiek przestaje zauważać ten pęd, w którym się znajduje. Pracowałam często bez urlopów – bo lubiłam, dużo jeździłam po kraju. Aż nagle pojawiła się ciąża. Nie wiem, czy poszłabym na zwolnienie, gdyby mój ówczesny szef tego ode mnie nie zażądał. Dopiero z perspektywy osoby, która ma dużo wolnego czasu, zrozumiałam, że tego potrzebuję, w tym się lepiej odnajduję. Postanowiłam też nie wracać już do korporacji.

Czy decyzja o porzuceniu pracy była trudna? Kto lub co pomogło Ci ją podjąć?

Nie była trudna. Myślę, że jak do czegoś się dojrzewa, to nie sprawia to już problemu czy trudu. Trzeba tylko trafić w idealny czas. Ciąża była takim moim idealnym momentem.

Prowadzisz własną firmę, jak godzisz z tym życie rodzinne? Masz więcej czasu dla siebie i bliskich, gdy sama wyznaczasz sobie obowiązki?

Zdecydowanie – wbrew pozorom zyskałam dużo więcej czasu. Mam zaufanego pracownika, więc spokojnie część obowiązków mogę wykonywać z dowolnego miejsca. Tym samym mam więcej czasu dla rodziny i dla siebie.

Jak wygląda Twój dzień w pracy?

Jest powolny i pewnie dla niektórych nudny. Przychodzę do sklepu, jem śniadanie, sprawdzam maila, odpisuję na wiadomości. Jeśli jest taka potrzeba, sprawdzam terminy faktur. Przede wszystkim czekam na klientów, tych co w dzisiejszych czasach wolą zakupy w wersji slow. Sprawdzam też nowinki ze świata kosmetycznego.

Zaczęłaś działać niedługo przed tym, kiedy ogłoszono pandemię. Dla Twojego sklepu był to czas próby, czy wzmożonego zainteresowania zdrową żywnością ze strony klientów?

Dla nas był to i nadal jest czas próby. Nasz sklep znajduje się w miejscu, do którego zagląda się „przy okazji” drogi z pracy/szkoły/studiów.Brak potrzeby chodzenia w te miejsca dotkliwie odbił się także na naszym sklepie. Oczywiście mimo wszystko odczuwam dużą wdzięczność za to, że mogłyśmy i możemy pracować, a także za tych klientów, którzy mimo wszystko do nas zaglądają.

Na co dzień spotykasz ludzi, którzy wybierają zdrowsze jedzenie ze sprawdzonego źródła, bez chemii… Czy obserwujesz, że świadomość konsumentów rośnie?

Rośnie, ale mam wrażenie, że czasem wybiórczo: kupię ekologiczne warzywa, ale po krem pójdę już do drogerii. Ludzie jeszcze nadal nie patrzą na zdrowie w sposób holistyczny. Ale i tak z tego wzrostu należy się cieszyć. Małymi krokami też można dojść do celu.

Jak spędzasz czas po pracy, gdzie ładujesz akumulatory?

Rozróżniam dwa rodzaje wolnego czasu: dla rodziny i dla siebie. Zarówno jeden, jak i drugi najlepiej oddziałuje na mnie, gdy przebywam w okolicach plaży bądź lasu. Latem dużo czasu spędzam u rodziców na działce za miastem. Relaksują mnie śniadania w nadmorskich restauracjach, jazda autem, koniecznie przy dźwiękach mojej ulubionej muzyki i domowe SPA.

A jak sama dbasz o zdrowie? Znasz mnóstwo fajnych produktów, zdradzisz nam w co sama się zaopatrujesz?

Tak, rzeczywiście właściciele tego typu sklepów mogą być o krok przed resztą:)

Mamy dostęp do hurtowni, w których można znaleźć cuda. Ja raczej należę do tradycjonalistek. Lubię jeść prosto. Staram się robić to regularnie. Nie zapominam o ruchu, w tym przypadku poszłam w kierunku treningów siłowych i najlepiej się po nich czuję. Wysypiam się i mam szczęście posiadania bardzo wysokiego progu odczuwania stresu. Od jakiegoś czasu zaczęłam też korzystać z suplementacji.

W mojej kuchni można znaleźć makarony, ryże, kasze, dużo past warzywnych i kiszonek. Czekolada też się znajdzie, a czasem i dwie 🙂 Mówi się, że nie produkt stanowi truciznę tylko jego ilość.

Co lubisz w prowadzeniu własnego biznesu?

Lubię wolny czas, który mi daje. Swobodę. Poznawanie fascynujących ludzi, dbanie o ich potrzeby. Możliwość robienia czegoś czysto dla klienta a nie dla procedur. Brak tabelek w Excelu;)

Czy Twój sklep można nazwać „biznesem rodzinnym”?

Myślę, że tak, bo mimo tego, że to ja go prowadzę i ja w nim pracuję, to mam taką możliwość tylko dzięki zgraniu rodzinnemu, nie tylko partnera i moim, ale czasem także i dziadków.

W jakim zakresie wspiera Cię partner? Co jest dla Ciebie wsparciem?

Myślę, że bez Rafała byłoby mi bardzo trudno. Rafał jest matko-ojcem:)

Potrafi zająć się naszym synem, czasami mam wrażenie, lepiej ode mnie. Ja jednak cały czas jedną nogą jestem w pracy, więc potrzebna jest osoba równoważąca to wszystko i mój partner właśnie taki jest. Plus szanuje to, że czasem mam potrzebę pobycia samej i umożliwia mi to.

Na koniec jeszcze krótka ankieta:

Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez…źródła muzyki

Swój dzień zaczynam od…szklanki wody z aloesem

Moja ikona/inspiracja….inspirują mnie wszyscy ludzie, którzy swoim postępowaniem udowadniają, że chcieć to móc.

Trzy słowa, które mnie opisują…otwarta, bezproblemowa i roztrzepana.

Moje motto…zmienne zależnie od okresu w życiu, ale ostatnio trafiły do mnie słowa Carla Rogersa: „Jest ciekawym paradoksem to, że dopiero kiedy zaakceptuję siebie takiego, jakim jestem, mogę się zmienić”.

Dziękuję!

Czego, jako przedsiębiorcy, możemy uczyć się od Igi Świątek?

W listopadzie pisaliśmy o tenisie, jako recepcie na długowieczność i 10 powodach, dla których warto zainteresować się tą dyscypliną: Recepta na długowieczność – tenis! Poznaj 10 powodów, dla których warto w niego grać. Dziś idziemy krok dalej i podglądając Igę Świątek, wyciągamy najlepsze lekcje od sportowców dla przedsiębiorców – w aspekcie zdrowia zarówno fizycznego, jak i psychicznego.  

Sport i biznes można zamknąć jednym stwierdzeniem – albo masz rezultaty albo wymówki. Wszyscy przedsiębiorcy, których znamy, są aktywni fizycznie i zgodnie przyznają, że obszary te są ze sobą ściśle powiązane, a postawa przedsiębiorcy oraz sportowca wzajemnie się kształtują.

The New York Times określił Igę „wschodzącą królową tenisa” i można spytać, czego 20-letnia tenisistka może nauczyć przedsiębiorców, przecież to doświadczenie daje przewagę… Jednak nie jest jedynym czynnikiem warunkującym sukces. Jej historia pokazuje, że to nie wiek, a odpowiednia strategia, pracowitość i talent mają ogromne znaczenie w osiąganiu efektów.

Tenis to sport wymagający zarówno fizycznie, technicznie, jak i mentalnie. Pozwala na wszechstronny rozwój i wypracowywanie refleksu, a także stwarza doskonałe warunki do aktywności z partnerem (prywatnym, czy zawodowym) oraz uczy współzawodnictwa – dla wielu przedsiębiorców to kluczowe argumenty przemawiające za tą dyscypliną.  Ponadto, można grać na świeżym powietrzu, co jest bardzo ważne dla tych, którzy chcą obniżyć poziom stresu i każdą wolną chwilę spędzać w otoczeniu natury. Śledząc zmagania Igi oraz jej styl, wyciągnęliśmy 7 cennych lekcji, którymi dzielimy się z Wami:

Drzemie w Tobie potencjał. Wykorzystaj go najlepiej jak możesz

Zrozumienie tego, jakie są nasze mocne strony i w czym tkwi nasza największa siła jest kluczowe do tego, by móc się rozwijać we właściwym kierunku i nie blokować tym, co może stać na przeszkodzie. To właśnie ten kierunek jest najważniejszy.

Emocje trzymaj na wodzy

Skoncentrowanie na zadaniu – również wtedy, gdy dobrze nam idzie, pozwala odrzucić to, co może zakłócać realne działanie. Presja wewnętrzna, by iść na przód i skupić się na działaniu, a nie odczuwaniu, pomaga się nie rozpraszać i lokować energię tam, gdzie trzeba.

Weź do zespołu najlepszych z najlepszych

Jeśli sztab doświadczonych, najlepszych w swoim fachu osób uczynisz swoim najbliższym otoczeniem, to nawet, jeśli przyjdzie gorszy czas i gorsza forma – oni nie pozwolą Ci odpuścić. Osoby, z którymi się współpracuje mają na nas znaczący wpływ, a więc warto zadbać, aby wpływ ten był po prostu dobry.

Zadbaj o regenerację

Młody organizm szybko się regeneruje, ale każdy szybko „odwdzięcza” za to, jak go traktujemy. Im lat jest więcej, tym kwestia regeneracji staje się coraz bardziej kluczowa i takie aspekty, jak odpowiednie odżywanie, nawodnienie, sen, redukowanie stresu sprawiają, że jesteśmy w optymalnej formie do działania bez względu na warunki zewnętrzne. Liczne badania pokazują, że niedostateczna regeneracja jest wprost proporcjonalna do spadku wydajności[1].

Trenuj na powietrzu

Sport, który można uprawiać na świeżym powietrzu ma tę zaletę, że pozwala nam dotleniać się i wystawiać na naturalne światło podczas wysiłku. Warto zadbać o przebywanie na dworze również prowadząc swój biznes – nie wszystko przecież trzeba robić z biura, czy domu. Pomyśl, jakie zadania możesz realizować spacerując i zobacz jak niewielka zmiana może korzystnie wpłynąć na Twoje zdrowie. Badania[2] dowodzą, że chodzenie pobudza kreatywność i twórcze myślenie.

Kiedy idziesz po wygraną, skoncentruj się na celu

Zobacz, jak najlepsi wychodząc na kort odcinają się od wszystkiego, co ich otacza i koncentrują na działaniu tu i teraz. Bycie przygotowanym i usunięcie rozpraszaczy, gdy masz do rozegrania własny mecz daje poczucie sprawczości i pewności siebie, a to bezpośrednio przekłada się na wynik.

Last, but not least – rób to, co sprawia Ci radość

Bez względu na to, czym się zajmujesz, musi być to bliskie Twojemu sercu. Wówczas droga, którą chcesz pokonać, jest drogą, którą samodzielnie wyznaczasz, a fakt, że doskonale znasz własne „dlaczego”, sprawia, że trwasz w tym mimo chwil zwątpienia.[/vc_column_text]

[/vc_column][/vc_row]
[1] Zmęczenie psychiczne spowodowane brakiem przerwy w pracy sędziów wpływa negatywnie na podejmowane przez nich decyzje (przykład wydanych wniosków o zwolnienie więźniów): Danziger S. et al., Extraneous factors in judicial decisions, Proccedings of the National Academy of Sciences of the United States of America, 2011, 26 Apr; 108(17): 6889–6892.

[2] Chodzenie na świeżym powietrzu pobudza twórcze myślenie: Opezzo M., Schwartz D. L., Give Your Ideas Some Legs: The Positive Effect of Walking on Creative Thinking, Journal of Experimental Psychology: Learning, Memory, and Cognition © 2014 American Psychological Association 2014, Vol. 40, No. 4, 1142–1152.

W życiu możesz osiągnąć wszystko, co sobie wymarzysz. Marz roztropnie!

O sukcesach w twórczym podejściu do pracy z dziećmi i kształtowaniu u nich postawy przedsiębiorczej oraz własnym sposobie na równowagę rozmawiamy dziś z Markiem Loose – ojcem, przedsiębiorcą i sportowcem w jednym!

 

Uczysz dzieci przedsiębiorczości, a nie od dziś wiadomo, że najlepszy nauczyciel to praktyk.  Jak dbasz o własny rozwój?

Właśnie sobie uświadomiłem, że nie uczę dzieci „przedsiębiorczości”, bo nie da się chyba nauczyć kogoś „przedsiębiorczości”😉. Przedsiębiorczość, czy bycie przedsiębiorcą, to bardziej styl życia, postawa. Trzeba być nastawionym na ciągłe uczenie się, na „wzloty i upadki”, bo bycie przedsiębiorcą to też niestety nieudane przedsięwzięcia i porażki. To co staram się przekazywać dzieciom, to bardziej budowanie świadomości „czym się je” przedsiębiorczość oraz wyposażanie dzieci w pewne umiejętności i narzędzia, które im pomogą, jeśli kiedyś zdecydują się działać jako przedsiębiorcy.

Nie jest łatwo godzić obowiązki zawodowe z byciem rodzicem. Prowadzenie Rośniemy pomaga na co dzień, czy jest dużym wyzwaniem?

Jak każde przedsięwzięcie na początku – na tym etapie raczej jest wyzwaniem 😉

Czy życie na własnych zasadach rzeczywiście daje więcej wolnego czasu?

Wszystko zależy od tego, jakie kto ma zasady… Jeśli ktoś decyduje się na własny biznes po to, żeby mieć więcej wolnego czasu, będzie konsekwentnie do tego dążył – to raczej tak mu się to uda. Nie ma niestety nic od razu, wpierw trzeba na tę większą ilość wolnego czasu zapracować. Tak przynajmniej było w moim przypadku.

Kobiety, które chcą się rozwijać biznesowo, a mają własne rodziny, potrzebują swobody w działaniu. Bardzo wiele zależy tutaj od postawy partnera. Jaką masz radę dla tych,  którzy chcą wspierać swoje partnerki w biznesie?

Bardzo trudne i złożone zagadnienie. Zdecydowanie też nie jestem ekspertem w dziedzinie wspierania partnerek w biznesie, sam dopiero rozpoczynam naukę w tym zakresie. Z obserwacji tych przedsięwzięć prowadzonych przez kobiety, które odniosły sukces, wnioskowałbym, że kobiety odnoszą sukces, jak mają dużą niezależność. Może trzeba pójść tym tropem?

Jaka jest Twoja recepta na równowagę, gdy ma się 4 dzieci, pracuje (także z żoną) i ma pasje?

Ciągła nauka balansowania z domieszką poskramiania własnego ego.

Tworząc Rośniemy, przyświeca(ła) Wam bardziej perspektywa rodzica czy nauczyciela?

Zdecydowanie rodzica, to projekt, który w równym stopniu ma służyć dzieciom i ich rodzicom.

Co Cię najbardziej fascynuje w zaszczepianiu dzieciom przedsiębiorczości? Jak myślisz, dlaczego w szkołach tradycyjnych takie zajęcia nie są powszechne?

Fascynuje mnie absolutna intuicja, jaką posiadają dzieci. Ich mądrość, spontaniczność, kreatywność, energia. Z tego co wiem, coraz więcej szkół wprowadza zajęcia z „przedsiębiorczości”, jednak takie zajęcia prowadzone w sposób tradycyjny muszą być niewyobrażalnie nudne…

Na co dzień pracujesz z dziećmi i młodzieżą. Czego najbardziej potrzebują? Jak najlepiej możemy wspierać ich rozwój?

Powinniśmy odpowiadać na ich potrzeby, obserwować, co ich fascynuje w danym momencie i wspierać te fascynacje.

Co daje Wam jako rodzicom Wasz autorski projekt edukacyjny „Rośniemy. Edukacja na wolności”?

Poczucie, że wspieramy między innymi rozwój naszych dzieci, dużo satysfakcji oraz sporo dodatkowej pracy.

Czy (i jak) sport pomaga Ci w prowadzeniu biznesu?

Uprawianie sportu uczy konsekwencji, wytrwałości ale także pokory i przyjmowania porażek. Na pewno pomaga.

Gdybyś musiał zdecydować się na nauczanie dzieci „tylko” 2-3 przedmiotów, co by to było? I dlaczego?

Mam nadzieję, że nigdy nie stanę przed takim dramatycznym wyborem, tym bardziej, że nie dzielę już świata edukacyjnego na przedmioty 😊Liczne badania pokazują, że taki sposób nauczania jest bardzo nieefektywny, a nowe trendy to uczenie kontekstowe. W moim świecie edukacyjnym zawsze gdzieś z przodu będzie matematyka w jej szerokim ujęciu, połączona z logiką.

Interesujące! Wiem, że Wasze czwartki są naprawdę ambitne, dzieci poznają pojęcia biznesowo-finansowe i stosują je w praktyce. Jaki jest Wasz największy sukces?

Nie wiem skąd opinia, że są aż tak ambitne…😉mam nadzieję, że są przede wszystkim dobrą zabawą… A to, że przy okazji dzieci oswajają się z pojęciami finansowymi i ekonomicznymi, pomoże im lepiej rozumieć uwarunkowania, w jakich funkcjonuje przedsiębiorca w wieku nieosiągalnym dla przeciętnego przedsiębiorcy. Na razie faktycznie same sukcesy, na przykład wspaniała współpraca i precyzyjna realizacja budżetu przy realizacji projektu „Idziemy na lody”, wiele udanych sesji tradingowych podczas naszej zabawy w giełdę, udana rekrutacja pracowników do rozwijających się dziecięcych firm, dynamicznie przeprowadzone aukcje przedmiotów różnych itd. Itd. Długo mógłbym wymieniać 😉

Gdzie uczyłeś się tego, czego uczysz innych? Tradycyjna szkoła, przedsiębiorczy rodzice, a może jakaś grupa pozaszkolna?

To, czego uczę, bazuje na prawie dwudziestoletniej praktyce zawodowej, przez pierwsze 8 lat głównie w międzynarodowych korporacjach i firmach doradczych, a potem w wielu przedsięwzięciach biznesowych. Nie wszystkich udanych 😉

Jakie masz plany na najbliższe lata?

Staram się za dużo nie planować, żeby zanadto nie rozśmieszać Pana Boga.

 

Na koniec krótka ankieta:

  • Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez: chyba nie ma takiej rzeczy.
  • Swój dzień zaczynam od: staram się od modlitwy, nie zawsze wychodzi.
  • Moja ikona w świecie biznesu: nie mam jednej ikony, inspiruje mnie wiele osób, które podziwiam za umiejętność budowania wartości dodanej oraz wdrażania innowacji
  • Trzy słowa, które mnie opisują: energiczny, kreatywny, wytrwały

 

Dziękuję!

Cel bez planu jest tylko życzeniem

Wybór metody WYZNACZANIA CELÓW i jej konsekwentna realizacja nie należą do najłatwiejszych, ale specjalnie dla Ciebie przygotowaliśmy mały przegląd tych, które warto przetestować! Dziś dowiesz się, jak wyznaczać cele w sposób inteligentny, a także jak sprawić, żeby dążenie do ich realizacji było prawdziwie atrakcyjnym wyzwaniem.

  1. Ustalaj cele metodą S.M.A.R.T

Bo prawdziwy time management zaczyna się właśnie od wyznaczenia celów i świadomości tego, w jakim kierunku podążać. Technika George’a T. Dorana jest znana już od 1981 roku i sprowadza do postępowania wg kilku prostych kryteriów, wedle których Twoje cele zawsze powinny być:

  • Specific (konkretne) – z jasno określonym pożądanym skutkiem, jaki chcesz osiągnąć
  • Measurable (mierzalne) – możliwe do zmierzenia postępów w jakikolwiek sposób
  • Achievable (osiągalne) – czyli możliwe do realizacji za pomocą dostępnych zasobów
  • Relevant (istotne) – ważne Twojego punktu widzenia
  • Time-bound (określone w czasie) – z jasno wyznaczonym deadlinem

Bułka z masłem?

Ano niekoniecznie. Większość ludzi, ba! większość przedsiębiorców nie wyznacza celów w tak sensowny sposób. Tylko 10% populacji zapisuje swoje cele, bo samo ich sformułowanie, uporządkowanie, zapisanie w odpowiedniej formie wymaga wysiłku, refleksji, planowania i myślenia strategicznego. Chcesz lepiej spożytkować czas w pracy? Spróbuj spisać swoje najważniejsze cele i oddziel je od niejasnych, intuicyjnych postanowień!

Wypróbuj narzędzia:

www.dropbox.com/pl/paper – aplikacja pozwala na wyznaczanie celów projektów i umiejscawianie ich w czasie.

  1. A może bardziej przemówi do Ciebie metoda EXACT?

Jest zbliżona do SMART, ale różni się podejściem do charakterystyki celu. Rozwinięcie modelu EXACT mówi bowiem o tym, że Twoje cele powinny być:

  • Explicit (jednoznaczne) –jasno sformułowane, niepozostawiające miejsca na domysły
  • eXciting (ekscytujące) – osadzone w pozytywnym kontekście i inspirujące
  • Assessable (wymierne) – mierzalne
  • Challenging (ambitne) – powinny stanowić wyzwanie i wymagać od nas prawdziwego wysiłku
  • Time-framed (osadzone w czasie) – określone w czasie (najlepiej na 3 do 6 miesięcy).

To właśnie ekscytacja i ambitność stanowią o motywacji, dla której chcemy i podejmujemy się realizacji określonych zadań. Cel wyznaczony metodą EXACT ma być naprawdę ambitny, a nie tylko osiągalny, bo przecież zdecydowanie chętnej dążymy do tego, co nie jest łatwo mieć…

Spróbujesz?

  • Wypisz na kartce 3 cele biznesowe/osobiste na najbliższy tydzień
  • Przeczytaj każdy z nich i oceń, czy jest precyzyjnie określony (Kto? Co? Jak? Gdzie? Kiedy?)
  • Wróć do początku i sprawdź, czy każdy jest możliwy do zmierzenia (Jak?)
  • Przeczytaj swoje cele na głos – czy myśl o ich realizacji jest ekscytująca? Jeżeli nie, to stwórz im fajny pozytywny kontekst…
  • Zastanów się, czy cele, jakie sobie stawiasz, nie są zbyt proste do osiągnięcia albo z drugiej strony – wręcz niemożliwe do osiągnięcia – ustaw skalę trudności powyżej przeciętnej
  • W niedzielę oceń efekty i koniecznie zapisz wnioski!

Powodzenia!

 

Sukces naszych dzieci jest w naszych rękach

O alternatywnym sposobie nauczania, który pozwala wspierać indywidualne predyspozycje uczniów, poznać ich osobowość i poświęcić im 100% uwagi rozmawiamy dziś z Ulą Stępniewską,  prywatnie mamą 4 dzieci, a zawodowo polonistką związaną z tutoringiem.

 

Odkąd pamiętam poloniści nie mieli lekko – poza lekcjami odpowiadali za przedstawienia, przygotowania do konkursów, akademii…Bywało, że samo nauczanie stanowiło połowę, jeśli nie mniej ich obowiązków. Biurokracja w szkole dotyka w zasadzie wszystkich nauczycieli i wielu narzeka na ten system, ale nic z tym nie robi. Twoje działania pokazują jednak, że można wyjść poza schemat i uczyć po swojemu…i mieć coraz więcej chcących współpracować rodziców.

 

Myślę, że żyjemy w czasach, które wymagają od nas elastyczności i umiejętności wychodzenia poza schemat. Zresztą, po prostu rozwój wymaga wychodzenia z własnej strefy komfortu. A ja lubię się rozwijać😊

Czym różni się tutoring, którym się zajmujesz, od wymagań stawianych typowemu nauczycielowi?

Przede wszystkim jest tak, że każdy typowy nauczyciel może zostać tutorem, bo praca tutora i praca nauczyciela uczącego w klasie się nie wykluczają. Wręcz przeciwnie, mogą się świetnie uzupełniać. I tak się dzieje w wielu szkołach! Niemniej rzeczywiście, tutoring jest w Polsce jeszcze mało znany. Choć ja mam nadzieję, że to się będzie zmieniać, bo uważam, że jest to przyszłość polskiej edukacji😊

Jeśli chodzi o różnice, to najważniejszą jest to, że „zwykły” nauczyciel pracuje z całą klasą, natomiast tutor pracuje indywidualnie z każdym uczniem osobno. I ten kontakt 1:1 daje niesamowite możliwości nawiązania relacji, poznania ucznia i wspierania go w sposób dopasowany w 100% do niego. Dla mnie to jest niesamowite i bardzo mocno to czuję, odkąd zaczęłam praktykować tutoring i poznawać poszczególnych uczniów, ich osobowość, talenty, czy też problemy, z którymi się borykają.

Zresztą, mam też od swoich podopiecznych taką informację zwrotną, że dla nich to też jest nowe, trochę zaskakujące, ale bardzo pozytywne doświadczenie, że podczas takiego spotkania z tutorem (które nazywamy tutorialem) on poświęca uczniowi stuprocentową uwagę. To dla nich bardzo ważne i często wręcz dziękują, że mogli się wygadać. Na co dzień w szkole im tego brakuje.

Czy podzielasz nasze spostrzeżenie, że jest coraz więcej rodziców świadomych, stawiających na wspieranie indywidualizmu swoich dzieci, ale ta świadomość zderza się z systemem, w którym nie za wiele mogą, a przynajmniej nie tak, jak to sobie wyobrażają?

Tak, zgadzam się. W typowej szkole nie ma czasu ani miejsca na rozpoznawanie dziecięcych predyspozycji, talentów i silnych stron. Nie ma też za bardzo czasu na indywidualną pracę z uczniem, jeśli ma on jakieś problemy. Niestety mamy system edukacji masowej, w której wszystkich uczniów próbuje się włożyć w jeden szablon, wyrównać do średniej.

Tymczasem, tak jak mówisz, jest coraz więcej rodziców świadomych, którzy chcieliby odkrywać potencjał swoich dzieci i chcieliby, żeby szkoła to wspierała. I na tym polu zdarzają się nawet różne starcia między rodzicami, a nauczycielami na przykład, choć ci ostatni nie są temu winni. Winny jest system. I między innymi dlatego, jak wcześniej powiedziałam, uważam, że tutoring jest nadzieją na dobrą zmianę w tym skostniałym systemie.

Z czym najczęściej przychodzą rodzice dzieci szkolnych do Ciebie?

Właśnie temat odkrywania talentów, potencjału i silnych stron dziecka pojawia się często. Ale chyba jeszcze częściej problem braku motywacji u dzieci, niechęć do nauki, brak umiejętności uczenia się. Wiem, że każde dziecko ma talent, trzeba tylko pomóc mu go odkryć.

Która perspektywa sprawiła, że postanowiłaś działać po swojemu w obszarze edukacji – nauczyciela z kilkuletnim doświadczeniem, czy rodzica, którego dziecko poszło do szkoły?

Obie perspektywy są równie ważne!

Bez doświadczenia nauczycielskiego nie wiedziałabym, jak działa system, co można w nim zmienić, a co jest od nas niezależne. Dzięki niemu znam też dobrze perspektywę nauczyciela i problemy, z jakimi on się mierzy – biurokracja, system oceniania, często brak potrzebnego wsparcia. Rozumiem, że większość złych rzeczy, które dzieją się w szkole, to nie wina nauczycieli, tylko systemu.

Ale jednocześnie mam świadomość, że tak naprawdę w edukacji chodzi o dobro dziecka. To uczeń powinien być w centrum zainteresowania, a często niestety tak nie jest. Jako rodzic natomiast znam od podszewki temat rozwoju dziecka, jego potencjału, tego, jak funkcjonuje na co dzień. Wiem też to, czego chyba nie rozumiałam, będąc młodą bezdzietną nauczycielką, że dziecko ma też życie poza szkołą😊

Jak dziś można realizować założenia edukacji spersonalizowanej? Szkoła w tradycyjnym wydaniu chyba jest niewydolna…?

Ale to można bardzo łatwo zmienić, wprowadzając do szkoły tutoring! Może to zrobić każda szkoła. Wystarczy przeszkolić część kadry. I niektóre szkoły już to robią. Głównie są to szkoły prywatne lub społeczne, ale nie tylko. Oby takich szkół było jak najwięcej!

Pamiętam taki obrazek z poczekalni, gdzie siedzi mama, która patrzy w telefon, jej dziecko też trzyma telefon i obok siedzi mama z książką, której dziecko trzyma książkę. Na pytanie pierwszej mamy o to, jak zrobić, by dziecko wolało książkę od telefonu, mama druga odpowiada, że dzieci nas naśladują, a niekoniecznie słuchają. Czy chcąc zachęcić dziecko do czytania, do nauki w ogóle, musimy sami być głodni wiedzy?

Zdecydowanie przykład jest bardzo ważny! Rodzic, który sam czyta, sam się uczy i rozwija, pokazuje dziecku, że taka postawa jest naturalna, normalna i siłą rzeczy dziecko będzie go naśladować. Poza tym taki świadomy rodzic, poprzez swoją postawę i podejście do wielu spraw, stworzy dzieciom lepsze, bardziej rozwijające, stymulujące środowisko, niż np. rodzic spędzający całe dnie przed telewizorem, komputerem, czy telefonem.

Czy Twoim zdaniem odpuszczenie dziecku może pomóc mu znaleźć motywację do nauki? Wielu rodziców nie wyobraża sobie poluzowania, bo dziecko stale „trzeba zaganiać do nauki”…

No właśnie to jest taki paradoks i błędne koło! Rodzicom często się wydaje, że kiedy dziecka nie przypilnują, kiedy nie będą mu stali nad głową i nie będą kazali się uczyć, to dziecko nie będzie robiło nic. Tymczasem dziecko z natury jest wewnętrznie zmotywowane i ciekawe świata. Chce świat poznawać i interesuje je wiele rzeczy.

Gdyby tak nie było, to już niemowlęta musielibyśmy z mozołem uczyć chodzić, mówić itd. A nie robimy tego, bo one uczą się tego same. Tak silna jest ta ich wewnętrzna potrzeba poznawania i rozwoju. Odpowiada za to bardzo efektywny układ wbudowany w ich mózg, zwany „dopaminowym układem nagrody”. Dokładnie tłumaczyłam to w ostatnim wpisie na blogu, także zainteresowanych odsyłam…😉

Jak przystało na polonistkę, na pewno masz swoje ulubione pozycje książkowe, które możesz polecić innym rodzicom. Proszę o top 3 publikacje:

Oj, ulubionych pozycji książkowych mam oczywiście dużo więcej😊 Trudno wybrać trzy… Ale podam te, które były dla mnie jako mamy najważniejsze:

  1. „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” A. Faber, E. Mazlich
  2. „Osiołek Łukaszka” H. Święcicka
  3. „Pozytywna dyscyplina” J. Nelsen

Myślę, że poza samymi książkami, również Twój blog Mama Polonistka – Blog dla rodziców o edukacji to ciekawe źródło wiedzy, którą można przyswoić bez wychodzenia z domu.

Dziękuję😊 I zapraszam serdecznie! A w zakładce Biblioteczka Mamy Polonistki można znaleźć więcej polecanych przeze mnie książek😉

Jakie macie plany na najbliższą przyszłość? I czego można Wam życzyć?

W związku z istniejącą na całym świecie sytuacją i przedłużającą się nauką zdalną, podjęliśmy właśnie decyzję o przeniesieniu naszej córki na edukację domową.

Dlatego możesz nam życzyć powodzenia na tym polu😊

Słuchając Ciebie wiem, że to przyszłościowa i bardzo wartościowa alternatywa dla całych rodzin, powodzenia!

Sukces jest po drugiej stronie strachu

– O prowadzeniu biznesu w branży fitness w czasach pandemii, godzeniu ról życiowych, wytrwałości i balansie w życiu rozmawiamy dziś z Aurelią Andrzejewską, kobietą przedsiębiorczą, która ma głowę pełną pomysłów i serce pełne dobrej energii bez względu na sytuację.

Prestiżowe kluby fitness, piękny rebranding marki łącznie z remontami i wymianą sprzętów, zaufani trenerzy, plany na wiele przedsięwzięć i….marzec 2020, który sprawia, że wiele pomysłów musi poczekać. Mija rok, a Wy nie złożyliście broni, co więcej – pomysłów na działanie Wam nie brakuje…

Prawdą jest, że okoliczności, na które niestety nie mamy wpływu spowodowały, że wszystko zostało zawieszone. Nie było łatwo na szczycie inwestycji – w jeden dzień zatrzymać całą machinę. I ten marzec 2020 trwa do dzisiaj…

Mimo wszystko, staram się optymistycznie patrzeć w przyszłość. Nie chcę myśleć o tym, że to co przygotowywaliśmy zostanie bezpowrotnie zaprzepaszczone. Jestem przekonana, że najgorsze już za nami i że niebawem wszyscy spotkamy się w PRIME. To dość nietypowe, ale my w klubach (na treningach) spotykamy się, bo po prostu się lubimy. Tworzymy społeczność o podobnych zainteresowaniach i podobnych celach. To daje mi siłę, by się nie poddać, by przetrwać i otworzyć kluby ponownie wraz z wiosennym słońcem (na które czekam jak nigdy w życiu!).

Co daje prowadzenie biznesu rodzinnego?

Pierwsze, co mi przychodzi do głowy, to brak wolnego czasu 😉 Nie od dziś wiadomo, że „na swoim” jest się szefem, księgową, marketingowcem, konserwatorem…

Ale oprócz tego, że jestem przedsiębiorcą jestem też mamą. Mamy dwie córki. Dla mnie najważniejsze jest, by nasz rozwój zawodowy nie odbywał się ich kosztem. Z biegiem czasu, oboje z mężem nauczyliśmy się dzielić wszystkie obowiązki tak, by nie zaburzać rytmu wynikającego z funkcjonowania rodziny. Nie było innego wyjścia, jak po prostu zacząć się uzupełniać. Czasem odpuścić. Moim zdaniem to jest właśnie recepta na osiągnięcie work-life balance. Z pewnością pracując razem mamy więcej swobody w podejmowaniu decyzji – czy firmowych, czy rodzinnych. Mi osobiście jest dużo łatwiej łączyć obowiązki domowe z zawodowymi.

Taką wytrwałość i niepooddawanie się mimo przeciwności wynosi się z domu, czy nabywa z czasem?

Po części i jedno i drugie. Odporności na strach przed tym, co mnie czeka, nauczyli mnie rodzice. Kiedy mierzyłam się z trudnościami, które spotykają każdego młodego człowieka, to rodzice powtarzali mi „mierz wysoko”, „spróbuj”.

Studia prawnicze, dorosłość, pokazały mi, że choć bywa trudno, choć życie czasem zaskakuje, nie ma sytuacji bez wyjścia. Staram się nie piętrzyć problemu, tylko szukać rozwiązania. Niejednokrotnie przekonałam się, że poddanie się nie wnosi do mojego życia nic. Mogę powalczyć o to, na czym mi zależy albo zrezygnować bez walki, zastanawiając się jedynie – a co jeśli…?

Jasne, że ponosiłam i ponoszę porażki – większe lub mniejsze. Staram się jednak z każdej z nich wyciągnąć jakiś wniosek, jakąś naukę, by móc z niej skorzystać w przyszłości.

Podobno sukces jest po drugiej stronie strachu. Zdecydowanie wolę zaryzykować, niż później żałować, że tego nie zrobiłam. A zazwyczaj się udaje 😉 Konsekwentnie, krok po kroku… I to mnie uszczęśliwia – spełnianie marzeń, realizacja nawet najmniejszych celów, satysfakcjonująca praca, dom, rodzina, obserwacja tego, jak moi bliscy się realizują, odnoszą sukcesy i wspieranie ich w tym.

Angażujecie się w działalność charytatywną (akcja skakania dla chłopca chorego na SMA wraz z Mateuszem Damięckim, Karnet Złotego Serca wspomagający seniorów w potrzebie w czasie pandemii), skąd macie na to czas i energię?

To są historie, obok których nie jestem w stanie przejść obojętnie. Podejmuję takie decyzje bez wahania, bez względu na to, co w danej chwili robię i o czym myślę. Czas wtedy nie ma żadnego znaczenia, zawsze go znajdę. Żaden człowiek, tym bardziej dziecko nie zasługuje na cierpienie, które czasem zgotowuje mu los. Każdemu (mnie również) łatwiej jest osiągać cele, czy pokonywać przeciwności, jeśli ma odpowiednie wsparcie. Więc jeśli ja mogę być dla kogoś wsparciem – cała przyjemność po mojej stronie. Naprawdę sprawia mi to wiele radości. Wierzę, że dobra energia rezonuje, przyciąga dobrą energię. I takimi ludźmi staram się otaczać – wtedy dzieje się magia 

Jesteście liderami w branży klubów fitness w Szczecinie. Co sprawiło, że zaszliście tak wysoko?

Powstanie PRIME to tak naprawdę splot wydarzeń. Chcieliśmy stworzyć w Szczecinie miejsce, które da nam więcej możliwości, niż tylko trening. Mam na myśli przestrzeń co-work, kawiarnię, strefę masaży i odprężenia. Jak się okazało, 2016 rok to był ten czas – znalazły się powierzchnie do zagospodarowania (w Centrum i na Bezrzeczu), dołączyli do nas fantastyczni ludzie, którzy tak jak my chcieli to zrobić.

PRIME cały czas się zmienia. I to daje nam najwięcej satysfakcji. Obserwacja tego, jak klub się rozwija, jak powiększa się społeczność z nim związana, pozwala się skupić na celu. Wiem, że jeszcze sporo przed nami. Czas nie sprzyja – ale tak jak wspomniałam na początku – są ważniejsze w życiu sprawy, niż „tymczasowe” zamknięcie 😉

Hasło Waszej marki Prime Yourself można zastosować nie tylko do sportowego aspektu życia, ale życia w ogóle. Swoim działaniem jesteście najlepszymi ambasadorami tego hasła. Co możecie poradzić tym, którzy przeżywają różne biznesowe trudności?

W prowadzeniu biznesu chodzi o to między innymi, by być autentycznym.

Sport i samorozwój są ważnymi elementami mojego życia. Wysiłek, który w nie wkładam rekompensują mi dobre zdrowie i samopoczucie, chęci do działania 

Pewnie zaraz zapytasz, skąd czerpię motywację? A z motywacją u mnie bywa różnie – szczególnie w ostatnim czasie. Przypominam sobie wtedy, że dawno temu (kiedy też nie było łatwo) Winston Churchill powiedział: „Jeśli przechodzisz przez piekło, nie zatrzymuj się…”. Tę mądrość w całości przeniosłam do swojego życia. Obecnie czerpię z niej, jak nigdy dotąd.

Ostatni rok upłynął pod hasłem „lockdown”, ale w moim przypadku też „urlop macierzyński”. Nie byłabym sobą, gdybym tego czasu nie wykorzystała na tworzenie nowych projektów. Założyłam kolejną firmę, o której myślałam od dawna. Stworzyłam własną agencję public relations, którą w najbliższym czasie zamierzam rozwijać 🙂

Jesteście rodzicami, w tym rocznej dziewczynki i macie podobne rozterki co inni rodzice, a mimo to działacie w trudnych czasach. Co chciałabyś powiedzieć innym kobietom?

Po pierwsze, żeby nigdy nie rezygnowały ze swoich marzeń, bo to co robią, bądź sposób w jaki do tego dążą, może być inspiracją dla niejednej z nas. Pogodzenie życiowych ról – często tak absorbujących (mama, żona, przedsiębiorca) nie jest proste, ale nie jest też niemożliwe. Pandemia dotyka wszystkich. Dostępne obecnie badania wskazują, że kobiety są grupą, która w wyjątkowym stopniu odczuła jej negatywne skutki. Mimo to, Polki znajdują się w czołówce najbardziej przedsiębiorczych kobiet w Europie. I to mnie cieszy! Że pomimo szalejącej pandemii, powstaje (chociażby w sieci) wiele inicjatyw wspierających kobiety, że coraz częściej po tę pomoc potrafimy sięgnąć, korzystać z niej. Cieszę się, że uczymy się wspierać nawzajem.

Bycie kobietą to supermoc. To siła, mądrość, zaradność, piękno 🙂

Czego chcieć więcej…?

Jakie macie plany na najbliższy czas? Wiem, że objęliście patronat nad Międzynarodowym Konkursem Baletowym organizowanym przez szczecińską Fundację Balet..ale to nie wszystko.

Niecierpliwie oczekujemy, aż ustabilizuje się sytuacja związana z pandemią i będziemy mogli wrócić do pracy w trybie, w jakim funkcjonowaliśmy do tej pory. Jednocześnie rozwijamy pozostałe nasze działalności, które mimo utrudnień funkcjonują.

Bez względu na to, ile jeszcze potrwa zamknięcie klubów PRIME, będziemy angażować się w lokalne projekty i wydarzenia, które mogą się odbyć – jak na przykład Międzynarodowy Konkurs Baletowy Golden Pointe Shoes 2021 On-line, organizowany przez szczecińską Fundację Balet.

Czego dziś można Wam, Tobie życzyć?

Zdrowia! Na resztę zapracuję 🙂

Dziękuję za inspirującą rozmowę i na koniec jeszcze mała ankieta:

  • Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez: telefonu
  • Swój dzień zaczynam od: ulubionej kawy
  • Moja ikona/inspiracja ze świata kobiet: Coco Chanel (odważna, niepowtarzalna, jestem jej wdzięczna za spodnie dla kobiet! 😉
  • Trzy słowa, które mnie opisują: konsekwencja, uśmiech, zaradność
  • Moje motto: „dostosuj się albo giń” 

 

Kameralny rodzinny projekt, który daje wolność i rozbudza ciekawość świata od najmłodszych lat

Mówią o niej „nieszkoła”, choć prowadzą zajęcia od 10 do 15… Mają mnóstwo niezwykłych pomysłów na przyciąganie dzieciaków za pomocą wiedzy… a przede wszystkim robią to na ogromnym luzie, z uśmiechem i całą górą pozytywnej energii.

Rozmowa z Kamilą Loose, współzałożycielką inicjatywy „Rośniemy. Edukacja na wolności”.

Kim jesteście i skąd Wasz pomysł na szkołę inną niż wszystkie?

Przede wszystkim nie jesteśmy szkołą😉 Jesteśmy rodzicami, którzy od początku byli zdecydowani na edukację domową swoich dzieci, głównie ze względu na wolność i możliwość podróżowania. Zależało nam także, aby korzystać z różnych możliwości zapewnienia im ciekawych zajęć oraz kontaktu z innymi dziećmi. Niestety nie znaleźliśmy takiego miejsca, które by nam odpowiadało. W którym na pierwszym miejscu byłoby dziecko, a nie realizacja jakiegoś programu, sztywne zasady lub z drugiej strony, zupełny brak organizacji i chaos. Nasze dzieci lubią brać udział w różnych zajęciach, aktywnościach, jeżeli same zdecydują, że to dla nich ciekawe i dobre. Chcieliśmy stworzyć takie przyjazne miejsce dla nich i zaprosić do tego inne dzieci.

Czy koncept szkoły marzeń wynika z jakiejś konkretnej traumy? Może sami chodziliście do szkoły, w której trzeba było prosto siedzieć w ławce i odpowiadać na tendencyjne pytania?

Chodziliśmy do zwykłych, publicznych placówek, ale absolutnie nie mamy żadnej traumy. Mój mąż ma bardzo dobre wspomnienia ze szkolnych czasów, a ja, hmmm, neutralne 😉 Choć powiedzmy sobie szczerze, że ponad 20 lat temu szkoły właściwie tylko tak wyglądały – ławki, odpytywanie, nuuuuda. Po prostu uznaliśmy, że skoro świat się zmienia, tyle już wiemy o rozwoju dziecka, o tym jak się efektywnie uczyć, mamy tyle możliwości i zachwytu w sobie, to naprawdę nie warto marnować tego pięknego czasu na przymusowe siedzenie w szkolnej ławie.

Czy bierzecie pod uwagę  głównie to, że dana aktywność rozwija młody umysł, czy także to, że będzie w przyszłości potrzebna?

Bierzemy pod uwagę dosłownie wszystko, naprawdę 😉 A najbardziej to, czy nasze propozycje sprawiają radość dzieciom, czy one czekają na jakieś zajęcia itd.

Wasze zajęcia stanowią formę zajęć pozalekcyjnych/feryjno-wakacyjnych? Czy można, korzystając z Waszych usług, kończyć edukację na poszczególnych poziomach i zdawać egzaminy klasyfikacyjne do kolejnych klas szkoły powszechnej?

Nasze zajęcia odbywają się codziennie od 10 do 15, czyli w czasie zajęć oferowanych przez tradycyjne szkoły. Dlatego Rośniemy może być rozwiązaniem również dla kogoś, kto chciałby spróbować przejść na edukację domową, ale np. nie może lub nie chce zrezygnować ze swojej aktywności zawodowej. Dodatkowo chcemy uruchomić zajęcia popołudniowe, ale tylko dwa dni w tygodniu.

W tym roku nasze zajęcia są skierowane do dzieci z klas I–III, od września planujemy włączyć w to również klasę IV. Egzaminy zdaje się w szkole, do której zgodnie z prawem musi być zapisane każde dziecko.

Czy w jakiś sposób realizujecie podstawę programową? Lub czy macie plany stania się szkołą powszechną?

Chcemy wesprzeć rodziców i realizujemy część podstawy programowej, ale zupełnie na luzie, nie trzymamy się sztywno żadnego planu. Jesteśmy elastyczni, obserwujemy dzieci i ich gotowość do robienia różnych rzeczy. Nasza Basia tworzy sobie plan na kilka tygodni do przodu (oczywiście jest on często modyfikowany 😉) i próbuje go realizować. Jeżeli mielibyśmy kiedyś stać się szkołą, to tylko taką na naszych zasadach, a nie wiem, czy to możliwe 😉.

Edukacja na wolności to w gruncie rzeczy nauka przez zabawę. Skąd bierzecie ludzi, którzy umieją podołać tak trudnemu zadaniu?

Na świecie jest mnóstwo pozytywnych osób, które chętnie dzielą się swoją wiedzą i pasją. Takich, które kochają dzieci. Bo żeby pracować z dziećmi, przede wszystkim trzeba je lubić, a dalej, jeśli ktoś ma pasję, umiejętności, wiedzę, to dzieci chłoną ją jak gąbki. Wiarygodni, ciekawi świata ludzie są dla dzieci wspaniałymi przewodnikami. A poza tym, zawsze miałam szczęście w wyszukiwaniu takich osób i zapraszaniu ich do współpracy😊

Jak wygląda tydzień w Waszej szkole? Od czego zaczynacie dzień, na czym kończycie? Rozumiem, że to uporządkowana procedura, a nie kreatywny chaos😉.

Dzień zaczynamy od 10, na razie jest to mała grupa, więc wszystko odbywa się w miarę spokojnie. Uporządkowani (w miarę 😉) są tutorzy i nauczyciele, dzieci raczej w ciągłym kreatywnym chaosie. I to jest bardzo piękne, taka różnorodność charakterów i podejść, wszystko w dużym szacunku, akceptacji i uważności.

Czy skompletowaliście już wymarzoną klasę wolnych dzieci? Jak dużą popularnością cieszy się Wasza inicjatywa i czy planujecie rozwój? Np. ekspansję w innych miastach?

Tak naprawdę jesteśmy dopiero na samym początku tej drogi.

Zaczęliśmy prowadzić zajęcia w październiku, tuż przed II falą pandemii i mamy świadomość, że to nie są dobre czasy na stacjonarne budowanie społeczności😉Pomalutku dołączają do nas nowe dzieci, spokojnie czekamy, aż nasza niewielka grupa się skompletuje. Nie mamy żadnych planów na ekspansję, czy rozbudowywanie naszej nieszkoły. Rośniemy jest i będzie kameralnym, rodzinnym projektem. I pisząc rodzinny nie mam na myśli tylko naszej rodziny, a bardziejwszystkie rodziny, które zechcą do nas dołączyć. Które mają podobną wizję edukacji domowej i chcą brać aktywny udział w edukacji swoich dzieci.

Warsztaty z umiejętności społecznych, zajęcia z komiksu, outdoory, robotyka i programowanie, zajęcia teatralne – czego jeszcze dzieciaki mogą uczyć się na zajęciach z Wami?

Nasz program jest propozycją wyjściową, którą możemy dowolnie modyfikować. Od marcawprowadziliśmy już trochę zmian, nie chcemy mieć sztywnego planu lekcji, jak w szkole 😉 Część zajęć już się u nas zadomowiła, dzieci je bardzo lubią, na części trochę eksperymentujemy i sprawdzamy, co nowego zaskoczy, zainspiruje. Jesteśmy otwarci na dzieci, ich zainteresowania. W opcji idealnej, jak już nasza grupa będzie mniej więcej stała i dobrze poznamy poszczególne dzieci, będziemy chcieli na bieżąco dopasowywać zajęcia do ich zainteresowań. Jeżeli trafi do nas np. jakiś wielki miłośnik samolotów, to będziemy chcieli wykorzystywać te samoloty w różny sposób, zaprosimy pilota samolotów (choć akurat małe samoloty pilotował również mój mąż 😉), będziemy zgłębiać temat i przy okazji uczyć się miliona innych rzeczy. Bo dzieci, jeśli coś jest podane w interesujący sposóbi bez przymusu, naprawdę odpowiadają z wielką ciekawością.

Edukacja finansowa i przedsiębiorczość – to u Was we czwartki. Czy tego rodzaju edukacja się u Was zadomowiła? Kto jej uczy i jak dogaduje się z uczniami?

To są jedne z naszych kluczowych zajęć, są też bardzo multidyscyplinarne. Prowadzi je mój mąż, przedsiębiorca i człowiek wieeeelu pasji. Ma wspaniały kontakt z dziećmi, taki nauczyciel to prawdziwy skarb 😊.

Spotkałam się już z edukacją finansową dzieciaków prowadzoną na etapie przedszkola w systemie edukacji Marii Montessori, gdzie dzieciaki uczyły się płacenia monetami za codzienne usługi wychowawczyń. A jak to wygląda na Waszych zajęciach?

U nas to wygląda naprawdę ambitnie 😉 Na zajęciach realizujemy najróżniejsze tematy, np. budżet, negocjacje, giełda, oszczędności, marketing, reklama, sprzedaż itd. Dzieci się bawią, a jednocześnie wszystkie tematy są potraktowane naprawdę serio. Jak była reklama, to dzieci same zrobiły ulotkę naszej nieszkoły, nagrywały filmiki reklamowe, opracowywały slogany. Marek był bardzo zaskoczony, jak dużo dzieci wiedzą intuicyjnie, jak naturalnie czują nawet skomplikowane tematy. A dodatkowo, podczas zajęć przemycamy im mnóstwo wiedzy z różnych innych dziedzin.

Tego rodzaju wiedza z pewnością daje świetne podstawy do późniejszego startu w dorosłość, do świadomego zarządzania swoimi finansami, odpowiedzialnego inwestowania…

Bardzo w to wierzymy 😊

Czy macie plany, żeby edukację – przede wszystkim tę praktyczną – rozszerzyć też na starszych słuchaczy? Na przykład na tych, którzy są za starzy na Wasze zajęcia obecnie?

Na razie nie mamy takich planów. To jest zajęcie, które i tak jest bardzo czasochłonne, mój mąż co najmniej godzinę, a czasem dwie przygotowuje się do zajęć, później dwie godziny je prowadzi, a na końcu jeszcze wszystko opisuje. Mnie dużo czasu zabiera sama organizacja, kontakt z nauczycielami, rodzicami, planowanie, a nawet sprzątanie… 😉. Na pewno chcemy, żeby nasza nieszkoła z każdym rokiem była dla coraz starszych – bo starsze będą też nasze osobiste dzieci.

To piękna idea budować nie szkołę dla swoich dorastających dzieci. Dziękuję Ci bardzo za rozmowę i cóż… życzę powodzenia 😊.

 

Taniec jest ukrytym językiem duszy

Choć przygodę z tańcem zaczął już w wieku 4 lat, to uważa, że na tę aktywność nigdy nie jest za późno. Jego zdaniem, w tańcu wspaniałe jest to, że  pozwala przenieść w miejsce, w którym możesz być sobą…Dla jednych to pasja, dla drugich – odskocznia od codzienności, dla innych sposób na pracę z własnym ciałem i pokonywanie słabości. Dziś rozmawiamy z Adamem Soroczyńskim, który prowadzi szkołę ROX DANCE Studio w Zakopanem i nie wyobraża sobie życia bez tańca.

Jedni już w czasach dzieciństwa odkrywają to, co sprawia im największą radość, inni poszukują pasji przez wiele lat…choć u Ciebie przygoda zaczęła się bardzo wcześnie, to cały czas spotykasz osoby, które dopiero jako dorosłe stawiają pierwsze taneczne kroki…

Tak! I robią to z prawdziwym błyskiem w oku i wielką ulgą, że w końcu znalazły coś, co daje im radość. Paradoksalnie, to właśnie te osoby mają w sobie dużo luzu i spokoju, bo wiedzą, że robią to dla własnej przyjemności i nie muszą się oglądać za siebie – dosłownie i w przenośni 😉

Teledyski, programy taneczne, pokazy pełne są roześmianych, pewnych siebie i świetnie wyglądających tancerzy, dlatego dla wielu może to stanowić blokadę, by tak po prostu zapisać się na zajęcia

Muszę przyznać, że widzę coraz więcej osób, które chcą spróbować czegoś nowego w życiu, odważyć się na ten pierwszy taneczny krok i jak tylko połkną bakcyla – nie opuszczają żadnych zajęć! To, co widzimy często na ekranie to jakiś wycinek, na podstawie którego budujemy swoje wyobrażenia. Jednak prawdziwa zabawa, nauka i taneczne życie to proces, który zachodzi w każdym, kto przychodzi „potańczyć”, a wychodzi pewniejszy siebie, bardziej zrelaksowany, zadowolony i zmotywowany. Martha Graham powiedziała kiedyś, że Dance is the hidden language of soul  i jest w tym sama prawda.

Jako pasjonaci zdrowia poszukujemy sprawdzonych recept na długowieczność. Czy Twoim zdaniem taniec to ta dyscyplina, która pomoże wydłużyć nam życie?

Myślę, że taniec wpływa na wiele obszarów naszego życia – jest wspaniałym, niekwestionowanym lekiem na stres. Mówi się nawet o tańcu terapeutycznym, który redukuje napięcia, pozwala się zrelaksować i co najważniejsze – dobrze bawić. Dzięki tańcowi wydzielają się endorfiny i polecam go absolutnie każdemu. Jestem przekonany, że to rozrywka dla wszystkich, którzy chcą odkrywać w sobie ciągle coś nowego i jednocześnie pozostać sobą.

W Twojej szkole prowadzone są zajęcia dla dzieci. Jak motywujesz je, by nie odpuszczały w czasach, gdy jest tak wiele różnych możliwości spędzania czasu i sposobności, by jednak znaleźć mniej wymagające zajęcie?

Dzieci rzeczywiście szybko potrafią się nudzić, nawet swoją pasją. Czasami jest to powiązane z ich życiem codziennym, sytuacją rodzinną. Potrafią odpuszczać zajęcia, ale zauważyłem, że sporo takich osób przeżywa wtedy czas małego kryzysu. Zadają sobie pytania: Czy znajdę na to czas? Może taniec nie jest dla mnie? Może warto byłoby zająć się czymś innym? Nigdy nie będę profesjonalistą\ką? Mają wiele pytań i wątpliwości. Ważniejsze jest, że gdy ponownie się angażują w pasję, robią to o wiele silniejsi i świadomi. Treningi nie są już niepewnym wyborem aktywności pozaszkolnej, przymusem lub narzuconym przez bliskich, rodziców obowiązkiem, lecz aktywnym udziałem w ciężkich treningach. Staram się zawsze wspierać dzieci, które odpuszczają, daję im czas, tłumaczę że to ma być dla nich najlepsza zabawa, nie katorga. Tu jednak najważniejsze jest wsparcie rodziny, na co już nie zawsze mam wpływ. Inne zadania stawiam przed młodzieżą i dorosłymi. Nie chcę by odpuszczali, ale mobilizowali się do ciężkiej pracy, która przynosi obfite owoce.

Znamy osoby, które chcąc schudnąć próbowały różnych aktywności, ale ani przygoda z bieganiem ani siłownią, ani nawet ćwiczenia w domu nie trwały dłużej, niż faza silnej motywacji i dopiero taniec sprawił, że nie traktowały tego jak trening, a sylwetka zaczęła się zmieniać mimowolnie…

To jest dłuższy temat, ale dla mnie bardzo ważny. Chcę by każda osoba na zajęciach tanecznych czuła się najdumniejszą wersją siebie. Taniec poprawia nie tylko sylwetkę, pomaga spalić wiele kalorii, ale najważniejszym efektem jest pewność swoich ruchów. Na świecie już dawno odeszło się od szczupłych, idealnych, umięśnionych sylwetek, jako wzorca idealnej sylwetki, zwłaszcza w tańcu. To czy ktoś ma krągłości lub niezwykle szczupłą sylwetkę nie ogranicza go do bycia świetnym w tym co robi. Ważna jest świadomość swojego ciała i zakresu ruchów. Każde ciało również inaczej reaguje na aktywność fizyczną. Należy się przyglądać sobie i czerpać przyjemność z zajęć tanecznych. I najważniejsze – NIE PORÓWNYWAĆ SIĘ. Zwykle na treningach zyskujemy więcej pozytywnych efektów, niż nam się wydaje.

Z uznaniem przyglądamy się osobom przedsiębiorczym, które żyją swoją pasją. Powiedz zatem, jak zbudowałeś tak lubianą szkołę? Jak myślisz co jest podstawą Waszego sukcesu?

Szkołę zbudowałem dzięki ludziom. Od początku powstania pierwszej grupy, na zajęciach przewijały się osoby, które chciały tańczyć. Zaczęły się wspólne wyjazdy na zawody, pokazy. Taniec dla wielu okazał się odskocznią od codziennych obowiązków. Taka chyba też jest obecna szkoła – miejscem, w którym chcemy wspólnie coś przeżyć, zmagać się z nowym doświadczeniami i wyzwaniami. Nie byłoby ROX DANCE STUDIO bez mojej pasji do tańca i marzenia, by jak najwięcej osób dookoła mogły spróbować tak wspaniałej formy rozrywki.

Co daje taniec w życiu, tak na co dzień?

Na pewno dodaje pewności siebie, odwagi do podejmowania nowych wyzwań, do wyrażania siebie, poznawania nowych osób, otwierania się na innych. Pomaga uporać się z kompleksami i być lepszą wersją siebie, bo ta godzina, czy dwie zajęć „siedzą” w nas dłużej i oddziałują przez resztę dnia, czy dni. Taniec daje satysfakcję, że robi się coś, w czym widzi się postępy, co przyspiesza bicie serca i pomaga w byciu po prostu sobą.

Co byś powiedział osobie, która chce, ale się waha?

Nigdy nie jest za późno, by spróbować i nie musisz być w tym dobry, by zacząć. Każdy, kto dziś zdobywa puchary i jest na szczycie stawiał kiedyś swój pierwszy taneczny krok i uwierz mi, że nie był on tak lekki, jak mogłoby się wydawać. Praktyka, praktyka i jeszcze raz praktyka 🙂

Na koniec jeszcze mam małą ankietę

Śmiało, pytaj 🙂

  • Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez: dobrego nastawienia
  • Swój dzień zaczynam od: pysznego śniadania*
  • Moja ikona w świecie tańca: Sienna Lalau, młodsza ode mnie i niezwykle zdolna oraz Pina Bausch
  • Trzy słowa, które mnie opisują: kreatywność, wolność, radość

* zdradź proszę jakie to śniadanie? Francuskie, na słodko – ciepły croissaint, domowy dżem i świeżo wyciskany sok.

Grzechu warte!

Najlepsze! 😉