19th Ave New York, NY 95822, USA

Mniej znaczy więcej

Nie znajdziesz go w Internecie, ale w skałkach wiadomo, kim jest Wojtek. Skromny, konsekwentny i zapalony na punkcie wspinania. Właśnie minęło 20 lat, od kiedy postawił swoje pierwsze kroki na pionowej ścianie, ale to właśnie dziś ma więcej siły i chęci, niż kiedykolwiek!

Jesteś rozpoznawalny w środowisku wspinaczy, a nie widać Cię na żadnych stronach, nie działasz w mediach społecznościowych. Pieniądze lubią ciszę, ale sport?

Myślę, że to zależy od podejścia. Wspinanie to sport z wieloma poddyscyplinami. Bo wspinaniem nazwiemy zarówno kilkudziesiecioosobową wyprawę w Himalajach, która zajmuje kilka miesięcy, jak i sprint na sztucznej ścianie, który trwa kilka sekund. Jeżeli ktoś chce ze swojego hobby/sportu uczynić źródło przychodu, to na pewno musi to w jakiś sposób „sprzedać”. Na zaczynających się za chwilę Igrzyskach Olimpijskich wspinanie zadebiutuje. Zawodowi sportowcy, którzy startują na zawodach rangi mistrzowskiej, muszą zadbać o swój PR. Dzięki temu łatwiej pozyskają partnerów, którzy odciążą ich w zobowiązaniach finansowych.

Dla mnie wspinanie to cel sam w sobie, nie potrzebuję rozgłosu, bo robię to dla siebie i sam, czy z innymi dalej bym to robił.

 Trenujesz od ponad 20 lat, ale Twoja świadomość w zakresie żywienia i treningu przyszła z czasem? Dziś jesteś starszy, ale masz więcej siły, niż gdy byłeś młodszy. Wiek to nie wszystko?

Zaczynając od końca: Tak, wiek to nie wszystko. Przynajmniej mam taka nadzieję 🙂

Tak na poważnie, to przez długi czas trening traktowałem na zasadzie „Im dłużej i ciężej, tym lepiej”. Potrafiłem trenować po kilka godzin, niestety nieefektywnie. Gdy pojawiło się drugie dziecko, musiałem zdecydowanie zmienić podejście do treningu i odkryłem, że o dziwo w tym zakresie „mniej znaczy więcej”. Do tego pojawiła się jeszcze tzw. siła ojca 😉

W kwestii jedzenia, zacząłem dostrzegać, że to co jem, wpływa na moje wyniki, więc z większą uwagą przyglądałem się temu, co pojawia się na talerzu. Duża w tym rola również mojej żony, bo to ona w naszym domu głównie odpowiada za posiłki. O ile w drodze powrotnej ze skał pozwalam sobie na coś „spoza listy”, o tyle przed wyjazdem i w trakcie przygotowań bardzo się pilnuję i widzę ogromną różnicę w funkcjonowaniu i wydolności.

Można zacząć się wspinać z „dziestką” na karku? Czy to już proszenie się o kontuzję?

Oczywiście, że można. Wspinaczka  jest w tej kwestii jak każdy inny sport. Według mnie to, co wywołuje kontuzje niezależnie od sportu, to zbyt duża ambicja i chęć osiągnięcia wyników w jak najkrótszym czasie. Często jest tak, że zaczynamy trenować ciężej, widząc pierwsze efekty. Moim zdaniem, niezwracanie uwagi na kwestię regeneracji jest przyczyną kontuzji, nie wiek.

Chętnie dzielisz się wiedzą, ale czy młodzi o nią pytają? Chcą uczyć się na cudzych błędach, czy wolą popełniać własne?

Według mnie każdy musi popełnić swoje błędy. To, do czego doszedłem po kilkunastu latach, czytałem w książkach/artykułach dotyczących treningu już dawno. Na wszystko jest jednak odpowiednia chwila i oczywiście mogę radzić osobom z krótszym stażem, ale jeżeli nie przerobią sobie tego w głowie i nie przełożą tego na swoją sytuację, będą to tylko słowa.

 Słyszałam kiedyś takie stwierdzenie, że to nie ty masz problem, że się nie wspinasz, ale twoi bliscy… mógłbyś to rozwinąć?

No cos w tym jest 🙂 Zawsze jest coś, jakiś rejon, jakaś droga, którą chcesz przejść. Więc jeżeli na ostatnim wyjeździe prawie się udało, chcę to dokończyć. Z drugiej strony, jak ostatnio wszystko „weszło”, to rośnie apetyt na kolejne drogi i to mnie nakręca, więc wracając z wyjazdu już umawiamy się na kolejny 🙂 Najgorszy dla mnie jest ten czas, kiedy wiem, że inni jadą, a ja mam jakieś zobowiązania i zostaję w domu. Teoretycznie, można pójść na ściankę wspinaczkową, ale dla mnie to nie to samo. Wtedy snuję się z kąta w kąt i jestem nie do zniesienia…

 Mówiłeś, że ostatnie 3 lata były przełomowym czasem w Twoim wspinaniu, lepsze wyniki, drogi, których wcześniej nie robiłeś i to w czasie, gdy teoretycznie „powinieneś” bardziej odpuścić albo przynajmniej mieć wytłumaczenie dla gorszego czasu, bo urodził się Twój syn.

Wykorzystałem czas narodzin syna do zmian, a właściwie to nie miałem wyjścia 🙂 Pogodziłem chęć uczestnictwa w życiu rodziny i potrzebę trenowania. Ćwiczyłem krócej, ale mądrzej, zrobiłem sobie nawet panel do trenowania w domu. Ta reorganizacja treningu sprawiła, że był on bardziej przemyślany, miałem 20 minut a nie 2 godziny, więc planowałem go jakościowo i w końcu, po wielu latach okazało się, że jestem na wyższym poziomie i mogę robić trudniejsze rzeczy.

Co takiego daje Ci wspinaczka na co dzień? Potrafisz jechać 8h, żeby się powspinać przez 4…

Zacznijmy od tego, że teoretycznie nie muszę tyle jechać. Mam ścianę wspinaczkową ok 10 min drogi z domu. Jednak, tak jak pisałem wcześniej – wspinanie ma bardzo wiele odmian. Dla mnie trening na ściance to tylko środek do celu, jakim jest wspinanie w skałkach..  To, czym się zajmuję jest specyficzne (bouldering – przyp. red.) i żadna ściana nie odda naturalnych warunków. Faktycznie, mam kilka godzin w najbliższe skały, ale wyjazd to dla mnie sposób na relaks i oderwanie od codziennych problemów.

Jak się odżywiasz na wyjeździe? Co jest Twoim TOP 5?

Myślę że nie będę tutaj oryginalny. Podstawa to zdrowe tłuszcze, białka oraz węglowodany. Na wyjeździe to chyba nawet w odwrotnej kolejności 🙂 Zdecydowanie kwestia, na którą zwracam uwagę, to odpowiednie nawodnienie. Podczas wspinania zazwyczaj jem lekkostrawne produkty, półpłynne. Staram się też mieć ze sobą w termosie jakieś pełnowartościowe danie. Na dłuższe wyjazdy zbieram zawsze: płatki owsiane, orzechy, banany, jagody (w każdej postaci), elektrolity.

Skąd w Twoim życiu sport? Za czasów szkolnych byłeś raczej wesołym okrągłym chłopcem…

Odpowiedź brzmi banalnie – spróbowałem i się wciągnąłem. Wydaje mi się też, że sport ten bardzo współgra z moja naturą i że to ważne, jeśli ma być to przygoda na długi czas.

 Ja równoważysz swoją pracę, aktywność i bycie z rodziną?

W naszym przypadku wszystko opiera się o dobrą organizację. Mówię „naszym”, bo w moje wyjazdy zaangażowana jest cała rodzina. Siadamy z żoną z kalendarzem w ręku i zaznaczamy, kiedy każdy z nas ma coś, co chciałby zrobić – wyjazdy, spotkania, swoje sprawy. Sprawdza się nam to do tego stopnia, że dzieci przywykły już, że tata ma swoje „wspinanki”, mama swoje wyjazdy, są też wyjazdy typowo dla dzieci i pod dzieci i raz w miesiącu – wyjazd tylko rodziców. Lubię te nasze wypady, nabieramy dystansu, łapiemy nową energię i jeszcze lepiej się poznajemy.

 Jak wglądają Twoje treningi? Na pewno inaczej, niż kiedyś, ale jak konkretnie i dlaczego tak?

Przede wszystkim od dłuższego czasu jestem wierny zasadzie „mniej znaczy więcej” – trenuję krócej ale bardzo przykładam wagę do jakości. Większość mojego treningu rozwiązuję w domu, są to ćwiczenia ogólnorozwojowe i specyficzne pod bouldering, np. trening palców. Na ścianę chodzę teraz raz w tygodniu, aby się poruszać i głównie dla przyjemności. Najważniejszy trening jest w skałach.

Na koniec jeszcze krótka ankieta:

Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez… śniadania

Swój dzień zaczynam od… owsianki i kawy

Trzy słowa, które mnie opisują… konsekwentny, cierpliwy, opanowany

Moje motto… wolniej jedziesz, dalej zajedziesz.

 

 Dziękuję! W chwili, gdy opublikujemy ten wywiad, będziesz w drodze w skałki, zatem życzymy Ci udanych przejść!

Dzięki!

Privacy Preferences
When you visit our website, it may store information through your browser from specific services, usually in form of cookies. Here you can change your privacy preferences. Please note that blocking some types of cookies may impact your experience on our website and the services we offer.