Wrzesień najbardziej stresującym miesiącem dla rodziców – nie musi tak być!

Wrzesień najbardziej stresującym miesiącem dla rodziców – nie musi tak być!

Alternatywa – to słowo bardzo nam się podoba. Lubimy alternatywny sposób pracy, spędzania wolnego czasu, w końcu lubimy alternatywne podejście do kształcenia. Widzimy efekty swoich działań, bo planujemy je i realizujemy z mocnym naciskiem na wydobycie indywidualnego potencjału – niezależnie od tego czy chodzi o biznes, czy o naszych najbliższych.

Jim Rohn powiedział kiedyś, że czas jest bardziej wartościowy od pieniędzy. Możesz dostać więcej pieniędzy, ale nie możesz dostać więcej czasu. Im bardziej żyjesz po swojemu, tym bardziej cenisz każdą chwilę i szukasz sposobów, by być bardziej efektywnym i móc spędzać czas z tymi, którzy są dla Ciebie ważni, a nie z tymi, z którymi musisz z racji różnych obowiązków. Jednym z nich jest szkoła – każdy kto ma dzieci w wieku szkolnym, zgodzi się, że jest ona bardzo absorbująca – zarówno dla dziecka, jak i rodziców.

Nie od dziś wiadomo, że etap szkolny bywa dla dzieci i ich rodziców stresującym okresem bogatym w lekcje – także te życiowe. Można jednak zaoszczędzić sobie nie tyle nerwów co czasu, wybierając alternatywny sposób kształcenia. W obliczu nowej sytuacji, lekcji zdalnych i tego, jak funkcjonuje polska szkoła po reformach, podjęliśmy decyzję o edukacji domoweji jak się okazuje – takich jak my jest coraz więcej. Idea zdalnej edukacji jest bliska naszemu podejściu do kształcenia, zdobywania wiedzy, realizowania pasji, efektywności w tym, co się robi i czucia się wolnym. Nie chcemy, by wrzesień oznaczał koniec tego, co radosne, beztroskie i swobodne, gdy może być wspaniałym początkiem nowej przygody z edukacją. Chcemy, aby dzieci w pełni uczestniczyły w modelu życia, jaki wybraliśmy, a dzięki takiemu kształceniu jest to możliwe.

Nie chcemy, by dzieci całe dnie spędzały w szkole i na odrabianiu lekcji, bo od lat pracując 4 dni w tygodniu, pokazujemy im, że warto działać w zgodzie ze sobą, iść własną drogą i nie tracić czasu na to, co ściąga nas w dół. Z własnego doświadczenia wiemy, że 45-minutowa lekcja dla 30 dzieci w jednej klasie jest czasem, w którym nauczyciel dwoi się i troi, by jednocześnie przekazać wiedzę, uspokajać dzieci, pochylać się nad słabszymi oraz dostrzegać tych ambitniejszych, a ponadto załatwiać sprawy organizacyjne. Nie chcemy w tym już uczestniczyć, bo w edukacji domowej widzimy zdecydowanie więcej zalet niż wad:

  • Zdolni mogą pracować we własnym tempie, a ci, którzy potrzebują więcej uwagi,mają szansę ją otrzymać;
  • Dziecko może rozwijać się w interesujących je dziedzinach;
  • Oszczędność czasu jest ogromna, gdy odejmie się dojazdy, przerwy, sprawy organizacyjne i zamiast 7-9 godzin poza domem, dziecko efektywnie pracuje przez 3-5 godzin;
  • Żaden rodzic nie jest alfą i omegą, ale na poziomie szkoły podstawowej jest w stanie opanować materiał; jeśli nie chce lub nie może – ciekawą dla dziecka i dla rodzica formą jest prywatny nauczyciel;
  • Dziecko nie uczestniczy w wyścigu szczurów, nie musi się z nikim porównywać, oceny nie są tak ważne, a efekty pracy owszem;
  • Jest czas na innowacje, eksperymenty i dostosowanie form pracy do możliwości i zainteresowań dziecka;
  • W czasie, który zostaje, dziecko może realizować własne pasje, spotykać się z rówieśnikami w ramach zajęć dodatkowych, poszerzać wiedzę w działaniu, a nie w ławce;
  • Ma się wpływ na warunki do nauki dziecka;
  • Taki model daje dużo swobody i kładzie nacisk nie tylko na przedmiot nauczania, ale również na jego podmiot.

A na koniec garść faktów:

The Fraser Institute w dokumencie Home Schooling: From the Extreme to the Mainstream przywołuje badania, które dowiodły, że dzieci uczone w domu lepiej przyswajają wiedzę, są lepiej przystosowane do życia w społeczeństwie, a ponadto chętniej angażują się w akcje prospołeczne i też chętniej nawiązują nowe kontakty.

National Home Education Research Institute na swojej stronie podaje, że dzięki domowej edukacji dzieci wypadają lepiej na egzaminach końcowych (w tym na studia!), a ani poziom wykształcenia rodzica, ani jego status materialny nie ma większego wpływu na jakość kształcenia. Nie trzeba się więc obawiać, że nie sprostamy zadaniu.

Macie doświadczenie w tej kwestii? Macie w planach edukować swoje dzieci zdalnie? Podzielcie się!

Udostępnij ten post


0