Slow life, slow work, slow relations

Slow life, slow work, slow relations

Jak to zrobić w szybko zmieniającym się świecie?

Carl Honoré w książce „Pochwała powolności” zwraca uwagę na to, że obsesja robienia rzeczy szybko wywołuje na świecie falę wściekłości, a przecież w końcu dochodzimy do wniosku, że można inaczej żyć, pracować i kochać… Po prostu takeitslow!

Socjologowie od lat dzielą nas na różne grupy, chcąc lepiej zrozumieć, co nami kieruje. Stąd sławetny już rozdział pokoleniowy na:

  • Baby Boomers, pokolenie 60-latków, czyli tych, którzy właśnie idą na emeryturę,
  • Pokolenie X, czyli tych, którzy zaczynali pracę w latach 90. i zdaniem wielunie umieją żyć bez pracy, 
  • Milenialsów, czyli 30-40-latków, którzy wciąż poszukują życiowej równowagi oraz
  • Zetki – które zapewne w sposób naturalny zdołają ją osiągnąć 😉  

Jeśli zatem mieścicie się w przedziale wiekowym 30–40 lub po prostu mentalnie czujecie się Millenialsami, to z pewnością pamiętacie jeszcze swoje pierwsze prace, dążenie do awansów zawodowych, przechodzenie z umów śmieciowych na wymarzone etaty… dziesięć, piętnaście, a nawet  dwadzieścia lat temu zaczynaliśmy swoje kariery, będąc niesamowicie dumnymi z pierwszych osiągnięć. Mogliśmy pracować po kilkanaście godzin dziennie nad projektami życia, za których ukończeniem znajdował się następny taki projekt. Gdzieś w międzyczasie pojawiały się jednak drugie połówki, domy i w końcu dzieci… pojawiała się również nieśmiała myśl, że niepotrzebnie chcemy osiągać wciąż więcej i więcej… Że wpadając w wir ukochanej pracy, zapominamy o odpoczynku, regeneracji, a przede wszystkim sobie i swoich bliskich, którym nie możemy poświęcić wystarczająco wiele czasu. 

Stop! Można zmienić miejsce pracy, 

ale czy to coś zmieni? 

Nam wydawało się, że problemem jest praca– praca która wciąga na całego, wymaga ciągłego bycia w rozjazdach i pełnego zaangażowania. Dlaczego więc po prostu nie zmienić pracy? To oczywiste, tyle że następna praca okazywała się równie ekscytująca, co poprzednia. Lepsze stanowisko, większe zarobki, lecz wprost proporcjonalne wymagania. I znów wpadaliśmy w wir nowych obowiązków – byliśmy multitaskingowi, gotowi brać pracę do domu, coraz bardziej niewyspani, drażliwi i chorowici. Dochodząc do granicy wypalenia zawodowego, zdaliśmy sobie sprawę, że problem nie leży tak naprawdę w pracy… on wynika z naszego do niej podejścia i cech charakteru, które sprawiały, że tak trudno było nam z niej zrezygnować. To my sami doskonale czuliśmy się w biegu… Działając, wciąż dobieraliśmy energii, żeby robić więcej… To my musieliśmy uświadomić sobie, że nie ma sensu pracować WIĘCEJ, że trzeba zacząć pracować LEPIEJ, by w pogoni za sukcesem nie stracić z oczu tego, co dla nas najważniejsze– zdrowej, kochającej się rodziny.  Zmiana sposobu myślenia o pracy i życiu prywatnym okazała się kluczowa. Postanowiliśmy zwolnić i rozejrzeć się wokół za alternatywnymi źródłami dochodów, które pozwolą pracować na własnych warunkach. Postanowiliśmy ustalić te warunki i trzymać się ich, nie dając sobie znów popaść w przesadę. 

Slowwork – nie znaczy bądź powolny

Znaczy – pracuj mądrze!

Dokładnie tak! Doszliśmy do wniosku, że praca po 14 godzin dziennie na dłuższą metę nie ma sensu, podobnie jak nie ma sensu wymaganie od siebie kreatywności od 8 do 16. Każde z nas potrzebuje pracy we własnym, sobie tylko właściwym tempie, które pozwala w pełni skupić się na wykonywanych zadaniach i osiągać najlepszą efektywność. Odkryliśmy przy tym, że odpowiedni plan pracy pozwala wykonać określone czynności zdecydowanie szybciej aniżeli w bite 8 godzin. Oznacza to również, że dobrze rozplanowany tydzień pracy nie musi trwać 5, 6 ani 7 dni, a na przykład 4. Pracując w trybie slowwork, po prostu rezygnujemy ze wszelkich rozpraszaczy i koncentrujemy się na własnych obowiązkach. Zapewniamy sobie swobodę organizowania dnia zgodnie z zegarem biologicznym. Nie pracujemy dłużej tylko wydajniej i mamy więcej czasu na inne aktywności, na przykład poranne bieganie lub popołudniową jogę. Brak sztywnych godzin pracy to brak presji, ale brak presji nie może oznaczać braku dyscypliny!

Slow work, ale niedown-shifting

Nie zmieniaj pracy na gorszą! 

Niektórzy ideę slowwork utożsamiają z pojęciem down-shiftingu, który oznacza nic innego jak zmianę pracy na gorszą, ale mniej wymagającą i przez to – ich zdaniem – pochłaniającą mniej czasu, który można poświęcić na pasje lub życie rodzinne. My uważamy, że nie tędy droga, ponieważ zgodnie z filozofią Forever, dobre życie i dobre samopoczucie wymagają dobrych zarobków, żeby je utrzymać. A zatem nie chodzi o to, by zmniejszać swoje wymagania, nie chodzi o to, by pracować poniżej aspiracji. Chodzi o to, by była to praca:

  • W zgodzie z samym sobą
  • Mająca ważny, wartościowy cel
  • We właściwym sobie tempie

To wszystko daje nam współpraca z markąForever, która stwarza swoim partnerom warunki do pracy wedle indywidualnych potrzeb. Jest elastyczna w kwestii miejsca i czasu wykonywania zadań oraz zaangażowania. Dlatego też dobrze odnajdują się tu zarówno osoby chcące wygenerować dochód dodatkowy, jak również te upatrujące w tym biznesie pomysłu na łączenie pracy z pasją. A na czym polega nasza WOLNOŚĆ? Chociażby na tym, że to my decydujemy o tym, kiedy, jak i z kim chcemy pracować… Sami dążymy do tego, by spotkania WZP i odbywane szkolenia płynnie przechodziły w formułę rodzinnych spotkań – z pysznym jedzeniem i mnóstwem zdrowych przekąsek. To od nas zależy, czy nasi współpracownicy poczują się z nami jak z najlepszymi przyjaciółmi lub wręcz z członkami rodziny, a nie jak pracownicy sztywnej korporacji. 

Tylko tyle i aż tyle! A Wy, jakie dostrzegacie korzyści z pracy w stylu slow life z Forever? Czy jest coś, za co szczególnie lubicie swoją nowa pracę? 

Udostępnij ten post


0